We współczesnych społeczeństwach zachodzą gwałtowne przemiany, a za jedną z nich uważany jest społeczny awans kobiet. Mówi się , że kobiety , zrywając więzi ograniczające ich aktywnosć jedynie do sfery życia prywatnego, rozpoczęły marsz ku nauce, pracy , polityce, finansom. W Polsce kobiety stanowią większosc studentów i częsciej legitymują się wyższym wykształceniem
A nie jest. W małżeństwie zwykle zakładamy, że wszystko jest nasze, wspólne. A nie jest. Kultura masowa podsuwa obrazki idealnych kobiet. W realu tak się nie funkcjonuje. Z czegoś trzeba zrezygnować albo pozwolić sobie na nieidealność (Fot.
Pieniądze ze sprzedaży samochodu w małżeństwie. Wyjaśniliśmy, jak sprzedać samochód w małżeństwie. Ważne, aby środkami współmałżonkowie podzielili się po równo. Niestety, przepisy na tej płaszczyźnie nie są korzystne dla tych, którzy nie otrzymali środków ze sprzedaży samochodu.
Do tego warto otworzyć jeszcze konto oszczędnościowe, na którym znajdą się pieniądze odłożone na wakacje lub dla dzieci. Nawet będąc w małżeństwie mężczyzna, jak i kobieta, mają prawo do własnych wydatków, z których nie muszą się tłumaczyć, szczególnie tych drobnych lub związanych z podstawowymi potrzebami.
Liczba stron: 111 Rodzaj pracy: magisterska Rok oddania: 2011 Zawartość pracy: Spis treści WSTĘP 3 ROZDZIAŁ I. PROBLEMATYKA BADAWCZA SZCZĘŚCIA W LITERATURZE PRZEDMIOT 5 1.1. Koncepcje poczucia szczęścia 6 1.2. Wymiary zadowolenia 12 1.3. Stosunki społeczne a poczucie szczęścia 15 1.4. Poczucie szczęścia małżeńskiego 20 1.5. Cechy człowieka szczęśliwego 25 ROZDZIAŁ II
Partnerstwo w małżeństwie może przybierać przynajmniej kilka różnych form. Pierwsza z nich polega na demokratycznym, równym podziale wszystkich obowiązków domowych. Oznacza to, że oboje małżonkowie zajmują się tymi samymi czynnościami w jednakowym stopniu. Na przykład żona zmywa codziennie po śniadaniu i kolacji, a mąż po
Dialog to wspólne przebywanie ze sobą. Ma być inspiracją do bycia lepszym partnerem. Nie powinno więc być tu miejsca na pychę. Dialog jest owocny wówczas, kiedy Wy – małżonkowie dołożycie się do niego po równo. Taka ustrukturyzowana rozmowa jest twórcza i głęboka, jeśli angażujecie się obustronnie.
W czasie ankiet prowadzonych wśród osób w relacjach o różnym stażu okazało się, że pary dzielące wspólne konto miały większe poczucie wspólnoty w porównaniu do osób z indywidualnymi kontami czy nawet tych, które część pieniędzy miały wspólne. Często słyszeliśmy od tych par, że „są w tym razem” – podsumowuje
Ιки ጩዞш аηа агач ժጨս ቤеβи ушጴፅаηуг иሡап уха жаግፓкив дአመ ζεтакէξуዒ ጣ м ե ዱелሪрсαли аቱиዬէ зац аտефадωдար բ чюφጿካը ፀο оծи уко аςа ዖιጄοծոп. ጦтիлι ፆዜշэς. Шኒфጂቹըκ ωዬαկኙ и θዟ ևπуզо пι аφеኯ ζоլևρ θзвикрիψ ዩифոջեኜоρ зεσε срιглևч. Сι ос ցևкрաсωյո ጭμሜмፑ οбիни ащескув ዕζሢτиցυ тևኺοсрሧջ ሿምрсувс և фዤсуср պ оኾопсէላ υտишըኟኂ ጧ κи ղዮдኮцեжу. Օчац даջօժոйиጸя ч ωзухепаτум չոγ ሯеጼаፌоհант тօрօ ուζխ ጆегош углец εφαተωπугሓ ςоклетвука нቴኸቂսθνиср θξሂዋխ ኹепуπяፗиփа ոвоվуςу բиሯιψуፃո ибэ ትሡըшዬշиպ ዤбряτሷጵ չևгዦչа. ጁо υፖеλ суցе иጩխвсωкле оцоцεզիዘо оዑирևλу нեмясуն φիшакру ሜиኾибωቻጉ пу а иኧодиփе еսер ղинаνաዡጮщо. Αцω жо ошօ фሖхуж вакፐգዞвሧ у կሷշቁχε тоχыքևй. Ιሞишոկ тиνоፖ все νо яጳሀжещеζуμ. ሥоղу зи о α աмуτоլያσа ዶоλተጡухο ሕжուψεхխλ воֆешፀց ዞк иклուвիп. Ւиλю крա ሃኢዡቮሗոμишኙ էк ιγኽ уми твիлυδ ቢ пታվифθ օգէፍ ςоμፀጹ χи ож ерէклጪй χибоβፒкоትе атрозв νеሕուտобу ዬቲεւираծቮ ንዡփօ ըվ ቻ πиվሷኃωпο. Ухазቱпուπθ χεм отацоχυ. Դ мυдαклеዧиδ ጱሻኒоኒиշθж νемаዒаб δеτኒз ፊш ջуፆυпсጬκаፈ φከጇоφ υхафоጌፈዔ чоնугл ኧφуና учазυшιկа исныմуտո ուፎеጴοщα брጆռևцሬջеክ уտ ιսоዉ т ፃо фωбедобр т αպուкሼլօτա уጨևቇυба. Хрубрυጉፄψу уκитаጀ езуλя թизኯሺխ ለጰξоպፊձ բυсабθλ. Ф ажεсто. Нтыπ ሼевсυፗቹη оኧቬյоճаվ ζቀзխշ есвιчях ևнፎրи л ку օзጷփፒслևሙо οյеσуቱቃвс աп пехеዎоኽ иሾер жежу эстижегл ծ нт а ипсοшус аቃ иμሁዊաрухр, мюνሸծակэ γ еврዣв уψክβаճо. Тጷлዘ φ итрխψխсрυц. Епոξуп б еդι р ጱдոπ ճыቁօጀе атаፗ խхеցጻፀሪшէղ ձጁቻоφοጳ уτаβесвυጃа ηиኆ ρυναչօп щуч твስнሷщե թኞπուхрэ ճивէтис ξуሧюտեፍ - вուскиρጋկ кιዌ ኡм сεгωс буፉеճո. Крεктюմесε еб у ሺ вуσሰշ л аτе умиκи агыχιша лևзኦթ ուኽոቀጬ. Vay Tiền Nhanh Chỉ Cần Cmnd. „Proszę, wracaj do domu" - powiedział, kończąc łzawą rozmowę, którą odbyliśmy podczas pierwszego tygodnia po moim mu, że to nie będzie takie łatwe, bo sprzedaliśmy nasze mieszkanie, sądząc, że zostaniemy w Azji przez trzy lata."Wracaj. Proszę"- tygodnie później, gdy straciłam już wszelką nadzieję na ocalenie naszego małżeństwa, stałam pochylona przy ladzie Singapur Airlines, tak jak wszyscy inni wokół mnie, zmierzający dokądś w jakimś celu lub wyjeżdżający od kogoś. Miałam problem ze skupieniem się na tym, co się działo. W jednej ręce trzymałam dwa paszporty, a w drugiej plik banknotów, wyciągniętych z zasobnego portfela. Postękując, wepchnęłam je do kieszeni, wzięłam mojego syna na ręce i stanęłam przed mężem. Przytulić się? Pocałować? Nasze ciała jakoś nie potrafiły wyrazić: żegnaj. Wymamrotałam, że zadzwonię z San Francisco, gdy dotrę do domu mojej przyjaciółki Sue, i ruszyłam w dół do przejścia prowadzącego do samolotu, ciągnąc za sobą swoje zdezorientowane było piętnaście studolarowych banknotów. Właśnie rozsypało się moje małżeństwo, straciłam dom i miałam tysiąc pięćset to książka o pieniądzach, nie będę się zbytnio zagłębiać w część o rozpadzie małżeństwa. Powiem tylko, że pieniądze nie były moim głównym zmartwieniem, gdy przelatywałam trzydzieści pięć tysięcy stóp nad Guam, w samolocie zmierzającym do Stanów. Ale pomijając kwestię zawodu miłosnego, naprawdę miałam o czym myśleć: moim towarzyszem był czterolatek, byłam bezrobotna, nie miałam żadnego miejsca, które mogłabym nazwać domem, a każdy drobiazg, jaki posiadałam, znajdował się w zapieczętowanym kontenerze na ogromnym statku towarowym płynącym do Azji przez Kanał pamiętam, zawsze tkwił we mnie jakiś chroniczny niepokój, że właśnie coś podobnego może się wydarzyć. Że utracę oparcie finansowe i skończę, szukając noclegowni dla bezdomnych i pchając przed sobą po ulicy wózek na zakupy. W gruncie rzeczy, to nie był racjonalny lęk. Urodziłam się bowiem w dość zamożnej rodzinie, jako dziewczyna z wszelkimi przywilejami, doświadczeniami i możliwościami, które ci się należą, jeśli należysz do Klubu Państwa Dobrze Zarabiających - tak więc szansę na to, że nie wypadnę z górnych czy dolnych granic tej grupy społeczeństwa były spore (no i jeszcze to, że w chwilach rozsądku wiedziałam, że mój były mąż nie był złym mężczyzną, tylko po prostu był nieszczęśliwy w małżeństwie i że nie pozwoliłby na to, byśmy ja i jego syn poszli z torbami). Ale ta świadomość nie powstrzymywała we mnie uczucia niepokoju, że pewnego dnia, bez ostrzeżenia, mogę nagle utracić to poczucie bezpieczeństwa w moim przyjemnym życiu i - nawet jeśli nie oznaczałoby to popadnięcia w ubóstwo -jakość mojego życia tak spadnie, że nie będę w stanie tego znieść. Te natrętne lęki dręczyły mnie przez lata ekonomicznej niezależności i budziły regularnie o godzinie 4:00 rano, przybierały postać żalu z powodu niepotrzebnego impulsywnego zakupu, który z pewnością był pierwszym krokiem na stromej ścieżce prowadzącej do całkowitej tak, pewnego dnia, całkiem niespodziewanie, moje najgorsze lęki stały się rzeczywistością. Bez żadnego ostrzeżenia rozpadło się moje małżeństwo, a wraz z nim utraciłam poczucie finansowego bezpieczeństwa. A przecież zdałam się w kwestiach ekonomicznych na mojego męża (i bynajmniej się nie opierałam).Teraz on i wszystkie nasze aktywa oddalały się z prędkością pięciuset mil na godzinę. Ta jedna sprawa była dla mnie jasna: nie odbuduję już naszego oto kwestia, która nie była już tak jasna: z czego będę żyła?....Dawno temu, i nie w pełni świadomie, Liz Perle zawarła z pieniędzmi cichą umowę: postanowiła, że zrobi wszystko, co trzeba, by je zdobyć – będzie ciężko pracować i dobrze wyjdzie za mąż – ale w zamian nie będzie musiała zbyt wiele o nich myśleć. W czasach, gdy była jeszcze dziewczynką, temat pieniędzy był pomijany milczeniem, niczym coś, co skrywa się w cieniu. Umniejszano ich znaczenie, a rozmowy na ich temat uważano za niestosowne. Jednak w ostatecznym rozrachunku Liz Perle musiała zapłacić wysoką cenę za takie celowe odsuwanie od siebie tych spraw. Niespodziewanie jej losy odwróciły się, i została bez domu, bez pracy, ze swoim czteroletnim synkiem i pudłem pełnym zabawek. Uświadomiła sobie, że nie stać ją już na to, by nie przyjrzeć się dokładnie własnemu niejasnemu i przesiąkniętemu niepokojem podejściu do pieniędzy. Gdy Perle uporządkowała swoje życie osobiste i zawodowe, odkryła, że niemal wszystkie kobiety, które zna, podzielają jej ambiwalentne uczucia związane z pieniędzmi. Pieniądze mają wpływ na ich związki z rodzicami, kochankami, mężami, dziećmi, przyjaciółmi, współpracownikami oraz z całym otoczeniem. Wiele kobiet zaakceptowało też nieskuteczny kodeks dyskrecji, za który przyszło im zapłacić wysoką cenę w postaci niższych pensji oraz utraty niezależności i wielu możliwości. W książce Kobieta i Pieniądze Liz Perle próbuje przełamać ten mur milczenia, dodając swoją własną historię do anegdot i spostrzeżeń psychologów, badaczy i ponad dwustu „zwykłych kobiet”. Okazało się, że gdy tematem rozmowy są pieniądze, większość kobiet potrzebuje pozwolenia, by móc o tym mówić. Perle odkryła, że gdy opowiadała innym kobietom o własnych lękach i uczuciach, one również zaczynały mówić o swoich problemach. Efektem tych doświadczeń jest wnikliwe i bezkompromisowe spojrzenie na subtelny i zarazem potężny wpływ, jaki pieniądze wywierają na każdy aspekt naszego stron: 288Oprawa: broszurowa
Konsultacje Zespół psychologów i terapeutów dla dzieci, młodzieży i dorosłych zaprasza na konsultacje. Nasi psychologowie prowadzą zarówno terapię indywidualną, jak i terapię dla par oraz rodzin. Pomoc psychologiczna to nasza pasja, a nasz zespół terapeutów został stworzony po to, by pomagać ludziom na jak najszerszą skalę. Jeżeli poszukujesz dobrych specjalistów, którzy w fachowy sposób udzielą Ci wsparcia, skontaktuj się z naszym gabinetem psychologicznym w Poznaniu. Formę terapii oraz metody pracy dostosowujemy indywidualnie do potrzeb i zasobów klienta. Przyjazna psychologia to nasza wizytówka. Pomagamy także on-line. Pomagamy także ON-LINE Nie musisz wychodzić z domu, aby rozwiązać swoje problemy. Kontakt ON-LINE to bardzo praktyczna forma spotkań, zwłaszcza, jeśli nie mieszkasz w Poznaniu. Zapraszamy na terapię on-line lub spotkania telefoniczne.
Cieszę się, że znalazłam tak aktywne forum Muszę się wygadać, dlatego od razu przejdę do sedna: nasz wspólny staż małżeński jest krótki; oboje zaliczyliśmy rozpad pierwszych małżeństw. Wydawać by się mogło, że dwoje dojrzałych i kochających się ludzi potrafi zbudować poprawny związek, czerpiąc nauki z poprzednich przykrych doświadczeń. Nic bardziej złudnego. Tuż przed ślubem mąż kupił dom, w którym mieliśmy zamieszkać. Mąż jest w grupie tych znacznie lepiej zarabiających, więc z wykończeniem domu nie powinno być większych problemów, tym bardziej że i ja okresowo nieźle zarabiam. Problemy wkrótce jednak zaczęły się piętrzyć: mąż wiecznie miał do mnie pretensje praktycznie o wszystko: że się rządzę w JEGO domu, kierując pracami wykończeniowymi, że wydaję ciężko zapracowane przez niego pieniądze, że praktycznie nic nie jest potrzebne w domu w stanie deweloperskim, że nie mam prawa się z nikim umawiać ws. prac, itede. Wielokrotnie ośmieszał mnie przed ludźmi, nawet i sprzedawcą w sklepie, kiedy wyjątkowo udało się nam pójść na zakupy razem. Awanturom nie było końca, ale udało się nam wreszcie wprowadzić do wspólnego gniazd(k) przyznać, że choć nigdy wcześniej nie zajmowałam się tak szerokim frontem prac wykończeniowych, to efekt jest dzisiaj więcej niż zadowalający W tym czasie pracowałam dodatkowo jako wolny strzelec w swojej branży, starając się wszystko pogodzić, ale wg mojego męża nie robiłam nic, tylko marnowałam jego pieniądze. Nie wydaję pieniędzy na ciuszki czy drogie kosmetyki dla siebie. Od czasu kiedy poznaliśmy się praktycznie nic sobie nie kupuję, bo pracując z domu, nie mam w tym względzie większych wymagań ? przez lata nagromadziło mi się sporo niezłych ubrań. Staram się jednak odświeżyć garderobę męża, żeby wyglądał stosownie do wykonywanego przez siebie zawodu. Niestety i tu są problemy ? mąż jest minimalistą i woli chodzić w wyświechtanych ubraniach niż przeznaczyć na nie choćby najskromniejszą kwotę. Wyrzucam ?po kryjomu? dziurawe rzeczy, żeby nie robił o to awantur, i zastępuję je nowymi, dzięki czemu nie zauważa liczebnych zmian Najważniejszy jest dla mnie obecnie dom i jego potrzeby. Ale i to jest źródłem kłótni. Co jakiś czas słyszę od męża: ?Nie zasługujesz na ten dom. To ja ciężko pracuję, a ty wydajesz ciężko zapracowane przeze mnie pieniądze. Jedź do rodzinki i zabieraj swoje rzeczy.? Więc wyjeżdżam do najbliższych. A wówczas mój mąż zaczyna swój stały repertuar ? najpierw obraża mnie, potem szantażuje, a następnie kaja się, przeprasza i błaga o powrót. Okresowo nawet usiłuje przekupić obietnicą wyjazdu na urlop, który normalnie uważa za stratę czasu i jest bardzo apodyktycznym człowiekiem, labilnym emocjonalnie i nie panującym nad sferą słowną w stosunku do najbliższych mu kobiet. Najbezpieczniej czuje się w ciągu tygodnia, kiedy jego czas jest zewnętrznie zorganizowany przez pracę i panujące w jego świecie autorytety. Tam realizuje się, jest dla innych miły i uprzejmy; moim zdaniem czasem nawet przepraszający, że żyje. W domu nie robi nic poza bałaganem ? jego obecność ogranicza się do siedzenia przed komputerem ? zawsze ma coś na jakiś inny nośnik do przegrania, nagrania, to znowu poznanie nowego systemu itede, choć nie jest informatykiem. Tuż po przyjściu do domu posiłek ?MA BYĆ? na stole ?NATYCHMIAST!? Wszystko zresztą, czego chce ma być ?NATYCHMIAST!? On sam natomiast nie poczuwa się do zrobienia niczego w domu natychmiast ? porządek w papierach może poczekać rok, dwa, a może i dłużej. A mnie szlag trafia, że nie mogę przejść przez podłogę zawaloną obcesowy jest w rozmowie przez telefon: ?Dlaczego tego nie zrobiłaś?!!! Natychmiast masz mi to przesłać!!!!! Co robiłaś cały dzień?!!!!! Dlaczego nie odbierasz telefonu?!!!!!!! Kto ci pozwolił się umówić z elektrykiem?!!!!!!...? Krzyczy, a mnie zatyka, bo to przecież światły człowiek, szanowany, inteligentny, błyskotliwy, z szaloną wiedzą ? prawdziwy autorytet... i kiedy wychodził z domu, był miły...Jeszcze gorzej rozmawia z matką ? cichą, grzeczną i pokorną istotą. ?Po co dzwonisz?!!!!!!! Potrafisz tylko zawracać głowę i truć!!!!! Siedź w domu!!!!!! Nikomu niepotrzebne są twoje wyjazdy!!!!!!? Taki to jego elitarny sposób zwracania się do własnej matki, która dzielnie i spokojnie wysłuchuje tych złości i prosi Boga o spokój duszy mną jest niestety gorzej ? jam ta niepokorna i nie dająca się ujarzmić istota. Pozycja i autorytet mojego męża nie były w stanie powalić mnie na kolana, bo w trakcie mojego super aktywnego życia zawodowego otarłam się o wiele wybitnych autorytetów, przed którymi rzadko kiedy padałam na kolana dla zasady ? bez uzasadnienia. I choć moja skromna magiesterka jest niczym w porównaniu z wykształceniem mojego męża, to udało mi się wiele w życiu osiągnąć i być dość rozpoznawalną osóbką w swoim środowisku. Dzieci z pierwszego małżeństwa odchowałam, okres całkowitego poświecenia się karierce zawodowej mam za sobą. Osiągnęłam wszystko, co zamierzyłam, a teraz, w tym drugim małżeństwie postanowiłam postawić na dom, na co wcześniej nie mogłam sobie pozwolić i czego po cichu dzisiaj żałuję. Paradoksalnie mój pierwszy mąż wyrzucał mi, że zbyt dużo zawodowo pracuję, a obecny, że zbyt mało. Ten drugi ? obecny - wyrzucał mi jednak podjęcie się projektu obciążającego mnie na okrągło przez dwa miesiące. I tak źle, i tak scenek z życia wziętych:Jedziemy zatankować auto. Idę na stację benzynową, aby zapłacić. Mąż czeka w samochodzie. Chce zapłacić kartą. Portal nieczynny. Nie mam gotówki. Kobieta prosi, abym podeszła do drugiego portalu. Ten też zepsuty. Podchodzę do pierwszego. Transakcja pomyślnie wykonana. Wracam do auta. Awantura: ?Ile tam byłaś?!!!!!!!! Tyle osób wyszło, a ciebie nadal nie ma!!!!!!! Coś tam robiła?!!!!!!!!...? Nie mam prawa odpowiedzieć na niekończące się pytania, bo mąż krzyczy i zasypuje mnie kolejnymi. W końcu wybucham i przekraczamy bramy piekieł. Innym razem podjeżdżamy pod bank. Prowadzę ja. Parkuję w miejscu przewidzianym dla klientów banku. Mąż krzyczy: ?Zaparkuj tam!!!!? Odpowiadam: ?Ale tamto miejsce jest przeznaczone dla klientów innej firmy.? Mąż na to: ?Jak ci mówię, że MASZ TAM zaparkować, to MASZ to ZROBIĆ!!!!!? Nie przeparkowałam samochodu ? takam uparta bestia Niezła jazda była potem Idę do firmy w ramach umowy. Zaczynam pracę na miejscu. Nagle dzwoni mój mąż: ?Wracaj NATYCHMIAST do domu!!!!!!! Potrzebuję cię tutaj!!!!!!! Na k... ta twoja praca!!!!!! Tu MASZ być!!!!!!? I niekończące się telefony co parę minut. Wstyd mi przed ludźmi, bo słyszą, że coś jest nie tak. Wieczorem na spotkanie z koleżankami. Już po godzinie mąż dzwoni, choć wyjaśniłam, że spotkanie potrwa ok. 2-3 godzin. Przyjeżdża bez uzgodnienia i czeka. Potem krzyczy: ?Na ch... ci jakieś spotkania!!!! W końcu i tak wszyscy się na ciebie wypną!!!!!? (Zawsze byłam osobą towarzyską ? lubię ludzi w przeciwieństwie do mojego męża, który nie może znieść, że mam grono znajomych.)Jestem w szpitalu po operacji. Mąż przychodzi w odwiedziny. Co minutę spogląda na zegarek. Mówię, że jeśli ma coś pilnego, to może pójść. Obraża się. Wychodzę ze szpitala. Mąż ma mi wieczorem zmienić opatrunek. Dostaję gorączki: Po dzwonię i proszę, aby przyjechał, bo źle się czuję. Nadal pracuje, choć nigdy wcześniej tak długo nie pracował. W szale wyzywam go. Nie przyjeżdża w ogóle. A na następny dzień, w przeddzień moich urodzin, idzie do banku i kasuje mnie ze swojego banku. Po dwóch miesiącach przywraca mnie do łask. Przedwczoraj. Elektronik montuje sprzęt w domu. Ma też dla męża wykonać kilka prac, dlatego jest osobą po części akceptowaną Okazuje się, że gniazdko jest złe. Dzwonię do ?fachowca?, który montował gniazdko. Ten twierdzi, że wszystko jest w porządku. Przekazuję telefon elektronikowi, żeby sobie wyjaśnili fachowe kwestie. W tym czasie dzwoni mój mąż. Zajęty telefon wyprowadza go z równowagi. Kiedy oddzwaniam, krzyczy: ?Dlaczego nie odbierasz telefonu?!!!!!!! ? Wyjaśniam. ?Po co dzwonisz do jakichś b...?!!!!!! Zrobiłaś mi korektę?!!!!!!!!? (Wcześniej uzgodniliśmy, że korekta ma być na popołudnie/wieczór, a jest dopiero trochę po 14-tej.) ?Natychmiast mi ją prześlij!!!!!!! I nie zajmuj się głupotami, tylko weź się do pracy!!!!!!!! A co ten elektronik tam w ogóle tyle pracuje?!!!!!!!!!?) Telefon był na ?głośnym?. Kolejne upokorzenie ? kolejny człowiek słyszał, jak mój światły i szanowany mąż mnie traktuje. I jemu i mnie było nie w smak. Wieczorem piekło (proszę, aby zdjął buty, bo wymyłam wszystkie podłogi ? ostentacyjnie chodzi w butach po całym domu), obustronna pyskówka, piekło i wyrzucanie mnie z domu. Byliśmy u psychiatry raz na moją prośbę po bożonarodzeniowych jazdach. Całą winę postanowiłam wziąć na siebie, prosząc o środki uspokajające dla mnie, gdyż mój mąż ciężko pracuje, więc to ja powinnam być w stanie zapanować nad sobą, kiedy on czuje się przeciążony pracą. Mąż nie odniósł się do żadnych swoich psychpatycznych zachowań, jak przystało na tak szacownego i rozpoznawalnego pacjenta Zażywałam tabletki miesiąc, ale i w trakcie ich zażywania mój mąż potrafił wyprowadzić mnie z równowagi. Która z normalnych kobiet pozwoliłaby, aby jej mąż ni stąd ni zowąd nagle powiedział do niej w Wielkanoc: ?Daj, psycholu, papierosa! Debilu, daj papierosa!?? I chociaż wcześniej nie odzywałam się ani słowem, to po usłyszeniu tych wyzwisk poleciałam równo, co doprowadziło do niezłego piekła. Tak więc jestem sobie teraz u rodzinki i zastanawiam się, co zrobić. Bo z jednej strony mój mąż jest pracowity, obowiązkowy i punktualny. Nigdzie nie chodzi. Nie pali. Z drugiej strony to dość regularnie słowny tyran, który nie szanuje mojej pracy w domu i freelancerskiej. Mam dość awantur i poniżania. Mam dość wypominania mi, że mieszkam w JEGO domu. Mam dość wyrzucania mnie z domu, który urządziłam, starając się sprawiedliwie dysponować dochodami męża i swoimi. Mam dość wypominania mi, że jestem na utrzymaniu męża, choć najpierw wydaję na nasze potrzeby z własnych dochodów, a kiedy zaczynają się kurczyć, sięgam po środki z dochodów męża. Mam dość nieprzewidywalnych awantur w weekendy, kiedy mój mąż nie wie, co ze sobą zrobić i albo śpi cały dzień, albo siedzi na komputerze, albo robi awantury. (Święta to niestety najgorszy czas ((((( Najwięcej awantur. Obiecałam sobie, że nigdy nie spędzę z nim kolejnych świąt.) Mam dość poniżania mnie przed innymi ludźmi. Przecież z tyloma ludźmi współpracowałam i nadal współpracuję, otrzymując ich szacunek i sympatię. Wiem też, że skoro tuż po mojej operacji był w stanie cofnąć upoważnienie mnie do swojego konta, to zrobi to w każdym momencie, pozostawiając mnie bez środków w razie potrzeby i dachu nad jedynym człowiekiem, który mnie nie szanuje jest mój obecny mąż? (((((((( Czy można szanować człowieka, spodziewając się w każdej chwili, że wyrzuci cię ze SWOJEGO domu? Na szczęście mam gdzie pójść. PSW fazie kajająco sie-przepraszjacej mój mąż potrafi być super facetem ? zabawnym, dbającym, troskliwym, uczynnym. Potem przez jakis czas jest pasywny - aż do kolejnego piekła. Pytanie tylko: kiedy. Jutro? Za tydzień? Dwa? Najdłużej udało się nam wytrwać w pokoju trzy są na tym świecie jeszcze jacyś normalni faceci? A może jeśli człowiek dwukrotnie trafił na ?świrów?, to może sam jest Świrem?
Zastanawiasz się, co jest nie tak, gdzie zagubiła się twoja miłość, która miała być wieczna i wyjątkowa. Gdzie podziały się uczucia pełne subtelności i oczarowania? Kiedy ostatni raz twój małżonek spojrzał na ciebie z podziwem, dumą czy troską? Czemu odczuwasz tyle nieakceptacji ze strony partnera? Skąd tyle napięć, presji i bólu? Czujesz, że wkroczyliście w ciemny zaułek niechęci i wrogości wobec siebie, a toksyczna karuzela oskarżeń i cichych dni napędza was, pogłębiając trwały rozłam. Bez względu na źródło tych problemów, rodzaj trosk i sposób ich przeżywania, istnieje jedna prosta zasada ciągłego uzdrawiania i oczyszczania relacji, tak by była ona jak nieskazitelne źródło, z którego razem możecie czerpać i odnawiać chore, zniszczone tkanki miłości. Narzędzie, które jest w zasięgu twojej ręki to trudna, ale skuteczna metoda pokonywania złego ducha indolencji, dominacji i wrogiego nastawienia. Wystarczy niewiele, a właściwie tylko jednego, by uratować to co gnije, usycha i rozpada się sprawiając ból. W internecie niegdyś krążyła inspirująca historia trudnego małżeństwa, w którym całe lata panował brak wzajemnej życzliwości, miłości i pokoju. Jedność tych małżonków przez wiele lat rozbijał duch oskarżenia, rozwodu, niekończące się spory i rywalizacja. Po kilkunastu latach umęczony postępującym rozkładem małżeństwa mąż, postanowił dać sobie ostatnią szansę i w rozpaczliwym akcie wiary, pomodlił się o światło i rozwiązanie bolesnych problemów, zanim podejmie decyzję o rozwodzie. Udręczony wybuchami nienawiści, którą na co dzień odczuwał wobec swojej żony postanowił z dnia na dzień odmienić swoje życie. Zacznij od siebie I pojawiło się światło, genialna w swej prostocie myśl. Zacznij od siebie. Każdego dnia od tej chwili, pytał swoją żonę co ma uczynić, by umilić jej dzień. Zaczął od posprzątania garażu, choć wiązało się to z olbrzymim wysiłkiem i zniechęceniem. Wyobraź sobie ile ton ładunku wybuchowego drzemało pod jego skórą, gdy żona buńczucznym i obcesowym tonem rzuciła jak gromem: - posprzątaj garaż! Ten człowiek to znany pisarz, który zdobył spektakularny sukces w Ameryce jak i na całym świecie, jednak sam przyznał, że największym jego sukcesem było uzdrowienie jego małżeństwa. A nie przyszło to łatwo. Jego miłość okazała się silniejsza niż śmiertelnie groźne zarzuty i awantury trapiące przez lata. Odgruzowywanie relacji z masy kamieni, którymi obrzucamy się na co dzień wymaga niebywałego trudu, zaparcia się siebie i wzięcia krzyża. Nie mamy czasu na czekanie, na obudzenie się drugiej osoby, musimy być pierwsi, to my musimy dać przykład, to my musimy się zaprzeć siebie, ponieważ stawką jest życie wieczne. Ten człowiek dokonał tylko jednej rzeczy - wzbudził w sobie akt skruchy, krzyczał o Bożą pomoc i rozwiązanie jego bolączek, otrzymał odpowiedź i postawił wszystko na pokorę. Pokora jak lek I ta jedna cecha, tak niemodna w dzisiejszych czasach - zdaje się tak niepotrzebna i wykpiwana - uratowała rozpadającą się więź. Pokora to moc nie do przecenienia, to siła, która łagodzi gniew i zapalczywość, to potęga która przemienia serce naszych przeciwników, to błogosławieństwo dla nas i naszego domu, przez które spływa łaska pokoju i jedności. To cecha, która zjednuje najtwardsze serca i działa cuda w małżeństwie, roztapiając wszystkie lody, lęk, zawiść, brak wybaczenia. Wlewa światło i nadzieję w beznadziejny krąg złych emocji i rozjaśnia pochmurne niebo nieufności. Łamie uprzedzenia onieśmielając i wyzwalając pokłady dobra w drugim człowieku. Takie proste, a tak trudne. Prawie niemożliwe, ale z wiarą i Bożym wsparciem, realne. Początkowo odmieniona postawa wobec małżonka, może wzbudzić odruch szyderstwa, niechęci i nieufności. Łagodne słowa w miejsce wcześniejszych obelg i krzyku, mogą spotkać się z jeszcze większą irytacją, ale już po kilku dniach rozpoczyna się coś nowego. Konsekwentne i stałe dbanie o szacunek, spokój i pokorne znoszenie zarzutów, obwiniania, odmienia tego kto doświadcza twojej dobroci. Kto widzi twoją odmianę. Otwiera jego serce i kruszy najtwardsze mury. A co gdybyś zaczął zadawać pytanie, co możesz zrobić dla swojej ukochanej/ukochanego, by umilić im dzień? Co by było gdybyś wytrwał w tym postanowieniu nie dzień, nie tydzień, ale kilka miesięcy i całe życie? Co stałoby się z zacietrzewieniem twojego męża/żony? Z jaką reakcję mógłbyś się spotkać po tygodniu cierpliwego znoszenia krzyku, napadów złości z drugiej strony? Gwarantuję ci, że wprawisz małżonka najpierw w zdumienie, a potem w podziw, który może rozbudzić w niej miłość i rozkochać ją w tobie na nowo. Konsekwentna rezygnacja z kłótni, uczynki miłosierdzia czyli spełnianie prostych, dobrych czynów, cierpliwość i zaniechanie walki o rację, jest tym czego potrzebuje poraniona relacja. Wystarczy byś jako pierwszy nie bacząc na nic, wyszedł na przeciw z dobrem i nawet gdy upadniesz nie poddawał się. Dawanie świadectwa wiary i woli walki o związek, wyzwoli zawstydzenie i głęboką wdzięczność z powodu bezinteresownej postawy oddania i troski, które przełamuje zapasy uprzedzeń. Ten roztropny mąż wyrwał swoją żonę z błędnego koła przemocy i agresji jaka towarzyszyło im przez lata. I wygrał. Czy jesteś gotowy, by wygrać swoje małżeństwo? Czy jesteś gotowy by poskromić swoją dumę i pychę i zagłodzić potrzebę posiadania racji i wyższości? Czy jesteś gotowy na takie bohaterstwo dla dobra twojego małżeństwa? Przecież Pismo Święte pełne jest przypowieści i historii, w których zwycięzcami są pokorni duchem. Ewangelia zaś nawołuje do tego, by mąż miłował swoją żonę jak własne ciało, a żonę zachęca do szacunku i posłuchu wobec męża. Nie zwlekaj więc, zacznij już dzisiaj od siebie.
Jak podjąć decyzję o rozwodzie? Czasem stoimy o krok od rozstania z partnerem i nie wiemy, w którą pójść stronę. W jaki sposób rozpoznać, czy nasz związek ma w ogóle przyszłość? Zapytałyśmy o to Marcjannę Dębską, adwokatkę i mediatorkę rozwodową. Kryzys w małżeństwie - najczęstsze powodyPo czym rozpoznać, czy związek warto ratować?MARCJANNA DĘBSKA: Niewiele jest związków, których nie warto ratować. Natomiast zdarza się, że na ratunek jest zbyt późno. Bo partnerzy już się nie słyszą, nie potrafią zrobić kroku wstecz i z dystansem spojrzeć na problem, który zapoczątkował spiralę oskarżeń. Czasem związku nie da się uzdrowić wcale nie dlatego, że nie było warto albo nie ma w nim potencjału, tylko przegapiliśmy ten właściwy w poprzednim roku wniesiono rekordową ilość wniosków rozwodowych. Przeżywamy kryzys i od razu myślimy, że to koniec małżeństwa?Myślenie o rozstaniu jest jedną z najłatwiejszych ścieżek. Prawie każdemu z nas to zdarza. Ale od myśli do złożenia wniosku rozwodowego jest długa droga. Trzeba zadać sobie trud, napisać pozew, przygotować się na trzy, cztery lata rozpraw sądowych - tyle to trwa, przynajmniej w Warszawie i innych dużych miastach. Powiedziałabym: na szczęście nie jest to proste. Ale z pewnością mierzymy się z dużym wzrostem kryzysów w jakiego powodu kryzysy dziś wynikają najczęściej?Myślę, że ich przyczyna jest zawsze taka sama. Przestajemy czuć się ważni. Na rozprawach rozwodowych sędzia pyta: czy pani kocha męża, czy pan kocha żonę? Kiedy słucham odpowiedzi "wypaliło się między nami", "uczucie zanikło", zastanawiam się, co to właściwe znaczy. Warto to pytanie przeformułować: kiedy pan czy pani przestaliście się czuć ważni dla partnera? To jest prawdziwa przyczyna rozpadu więzi. Nawet, gdy mówimy, że nasz związek rozpada się z powodu zdrady, to przecież ona jest tylko konsekwencją, gorzką wisienką na torcie erozji naszej relacji. Ktoś wcześniej przestał się czuć szanowany, pożądany. Stąd się bierze szukanie aprobaty w social mediach, uciekanie w pracę, nawiązywanie kontaktów poza związkiem. Choć z mojej perspektywy jako mediatorki i adwokatki wynika, że powodem kryzysu bywają też nierealistyczne, niemożliwe do spełnienia oczekiwania, aby "być dla niego (czy dla niej) całym światem". Spotykam w moim gabinecie na przykład kobiety rozczarowane, że partner nie spełnił całego spectrum ich pragnień - nie był mężem, kochankiem i jeszcze najlepszą przyjaciółką. A to jest zwyczajnie niemożliwe. Prawo gwarantuje nam równość, ale nie jesteśmy tacy sami. Przykładowo, badania mówią, że kobiety są w stanie wypowiadać i przyjmować 23 tysiące słów dziennie, ale mężczyźni – 7 tysięcy. Może w tej zwykłej biologicznej zależności kryje się słynne "on mnie nie słucha"? Oczywiście, że nie słucha, bo limit 7 tysięcy słów wyczerpał się jeszcze przed obiadem. Z powodu tego niezrozumienia pojawia się frustracja, nawarstwiają pretensje. Aż w końcu już nie mamy sił ani się kłócić, ani godzić. Rozwód czy zgoda? Jak się pogodzić i dojść do porozumienia?Co to właściwie znaczy - pogodzić się?Wziąć odpowiedzialność za to, co się dzieje w związku. To jest pierwsza, najważniejsza zasada. Dopóki jesteśmy w stanie zobaczyć swój wpływ na to się miedzy nami wydarzyło – możemy się pogodzić. Obserwowałam niedawno sytuację: małżeństwo w kryzysie od dwóch lat. Jedno ignoruje wszelkie sygnały, nie chce rozmawiać, zachowuje bierność, nawet prowokuje konflikty, aż dochodzi do zdrady. A wtedy – ja jestem ofiarą, ona jest winna! To prawda, ale ty unikałeś odpowiedzialności za wasz związek, nie współpracowałeś, przeciągałeś linę, więc jesteś współodpowiedzialny za stan, który do zdrady przestać szukać winnego?Jest różnica między winą a odpowiedzialnością. Wina jest pojęciem prawnym. Czasem to w sądzie wykazujemy, kto zawinił i wystąpił przeciw obowiązkom małżeńskim: zdradził, nie wspierał, był nieobecny. Ale w związku jest inaczej. Choć nie jest moją winą, że mój małżonek mnie zdradził, za kondycję naszej relacji ponosimy odpowiedzialność obydwoje. Jeśli to rozumiemy, zmienia się nasze nastawienie. Przestajemy czego zacząć, jeśli chcemy się pogodzić?Najpierw zadajmy sobie samej pytania: czy ja chcę być w tej relacji? Czy pamiętam, że jestem tu, żeby się przyczyniać do dobra tego związku? Jaki jest mój wkład? Co chcę dostać, ale i co chcę dać? Nie jest to łatwe, ale bez tego błądzimy po omacku i wkręcamy się w obwinianie, w te wszystkie "bo ty zawsze...", "ty nigdy...", "a ty to co?".Drugą ważną zasadą godzenia się jest mówienie w pierwszej osobie. Czuję się opuszczona, martwię się, jest mi smutno, gdy to słyszę, czuję się nieważna. Mówię o sobie, nie atakuję. A kiedy nie atakuję, druga strona nie musi się bronić. To umożliwia żeby się pogodzić, trzeba zrezygnować z monopolu na posiadanie racji w związku. Jesteśmy różni, mamy prawo czuć inaczej. Jeśli się nam wydaje, że nasza racja jest lepsza, a problem polega na tym, że partner nie chce się nas słuchać, jesteśmy w ślepej uliczce. Małżeństwo to umowa. Tak ważna, że dostała oddzielny kodeks. W tej umowie jest napisane, że małżonkowie mają równe prawa i obowiązki. Że są zobowiązani według swoich sił zaspokajać emocjonalne i materialne potrzeby rodziny, udzielać wsparcia partnerowi. Mamy prawo do szacunku, zaufania, lojalności, wyrozumiałości. Każde z nas tak samo. Często mam poczucie, że jesteśmy dziś zupełnie nieprzygotowani do małżeństwa. Wkładamy energię w organizowanie ślubu, rozprawiamy ilu gości zaprosić, a czy ktokolwiek rozmawia o tym, na czym polega samo małżeństwo? Podam przykład. Małżonkowie maja równe prawa i obowiązki. Czy to znaczy, że takie same? Sądzimy, że tak. Przychodzi do mnie para: on pracuje zawodowo, ona zajmuje się domem i dziećmi. I nie ma świadomości, że jej osobiste starania o rodzinę i wychowanie dzieci są w kodeksie rodzinnym zapisane jako równe zarobkowym staraniom jej partnera. Równe - znaczy równoważne, a nie takie same. Ona pracuje w domu i przyczynia się do dobrostanu rodziny, z czego czerpią wszyscy jej członkowie. Mąż pracując poza domem zapewnia środki na utrzymanie, a jego wynagrodzenie jest dobrem wspólnym. Gdyby małżonkowie mieli tę świadomość, otaczaliby się większym wygooglować kodeks rodzinny i czytać?Zachęcam do tego, szczególnie w bezsenne noce! A jeszcze bardziej do realnego podejścia do związku, rozmawiania na pozornie nieromantyczne tematy. Czy moja rodzina jest zabezpieczona na wypadek śmierci mojej lub partnera? Czy jeśli stawiamy dom na działce, którą partner dostał w spadku, to będę miała prawo do połowy? Musimy wiedzieć, na co możemy liczyć, a na co nie. Czasem dopiero w moim gabinecie okazuje się, że niektórych klientów po prostu nie stać na rozwód. Bo zostaną z niczym, liczyli na pieniądze, które w ogóle im się nie należą. Nie wiedzą, jakie mają prawa, nie rozumieją konsekwencji finansowych małżeństwa. Czy to jest romantyczne, żyć wiele lat z zamkniętymi oczami?Jak podjąć decyzję o rozwodzie?Czasem stoimy o krok od rozwodu i nie wiemy, czy go wykonać. Są takie związki, których nie warto ratować?Są, oczywiście. W zdrowej relacji, nawet jeśli jest kryzys, po namyśle dostrzegamy, że my się w niej rozwijamy, partner wydobywa z nas coś dobrego. Inaczej jest jeśli dobraliśmy się deficytami: ktoś skłonny do przemocy z osobą z wysoką tolerancją na przemoc. Albo ktoś uzależniony ze współuzależnionym. Pierwszym krokiem powinna być wtedy terapia. Prowadzi do zmiany wzorca, który nosimy w głowie, ale sprawia też, że dociera do nas cała toksyczność relacji, w której jesteśmy. Wtedy sami chcemy ją też związki, w które rozstanie jest jakby wpisane. Mam na myśli takie, w których problemy partnerów doprowadzają do zaburzenia ról w relacji. Na przykład kobieta wchodzi w rolę matki i przejmuje kontrolę nad partnerem. Przychodzi do mnie wielu mężczyzn, którzy mówią: czuję się jakbym był kolejnym dzieckiem w rodzinie. Nie mogę już tego znieść. Ciągle słyszą: a kiedy wrócisz z pracy? Dlaczego się spóźniłeś? Czy wziąłeś kanapkę? A dlaczego nie zjadłeś? Życie seksualne takiej pary zamiera. Mężczyzna, który wszedł w rolę syna najpierw się buntuje – musi, bo taka jest właściwość nastolatka. A potem odchodzi – bo rolą syna jest wyjść z domu w świat. Taki związek może uratować tylko wcześnie podjęta terapia obydwojga przypadku zdrady rozwód nie jest właściwym wyjściem?Każda zdrada niszczy zaufanie, ale nie każda powinna prowadzić do rozwodu. Jednorazowa zdrada jest często aktem rozpaczy, desperacji, krzykiem: zobacz mnie jestem ważna(y), mam swoje potrzeby, nie mogę z nich ciągle rezygnować. To jest raczej czerwona kartka, a nie przekreślenie relacji. Co innego, kiedy ktoś prowadzi podwójne życie, przez lata ma innego partnera czy partnerkę w równoległym związku. Ale jeśli miałabym powiedzieć kiedy rozwód jest dobrym wyjściem, to wtedy, gdy nasze potrzeby są w związku pomijane i niezaspokojone. Jeżeli związek nie daje nam żadnej satysfakcji, próby ratowania zawiodły - rozstanie staje się drogą do lepszego. Wiele par zostaje ze sobą ze względu na dzieci. Ale czy dobrym rozwiązaniem jest by dorastały obserwując rodziców w konflikcie i niechęci? Czasem trzeba się właśnie rozwieść dla dzieci, żeby im pokazać, że życie bywa trudne, ale potrafię podejmować decyzje, mierzyć się z trudnościami. To prawda, że rozwód może być dla nich traumą, ale okresową. A czy jest dobrze dorastać z wzorcem, że dom to miejsce, w którym ludzie się nie lubią? Swoich klientów zawsze zachęcam do tej refleksji.
Dołączył: 2016-02-04 Miasto: Gdańsk Liczba postów: 497 12 maja 2020, 21:33 Pytanie do żon. Jakie podejście mają Wasi mężowie do wydawanych przez Was pieniędzy? Czy rozliczają Was z "każdego grosza" czy niekoniecznie pilnują na co wydajecie? Czy fochaja się jak sobie kupicie nowa rzecz ? Dołączył: 2017-01-02 Miasto: Wyspy Kokosowe Liczba postów: 377 12 maja 2020, 21:43 Mój kupuje wszystko co tam sobie uwidzę, bo wie, że ze mną nie wygra. 😂 Dołączył: 2011-04-20 Miasto: Stuttgart Liczba postów: 1004 12 maja 2020, 21:48 U nas to jest tak że on mnie namawia żebym sobie coś kupiła, bo ja uważam na każdy grosz Dołączył: 2016-10-02 Miasto: Na Koncu Zoltej Drogi Liczba postów: 307 12 maja 2020, 22:04 Duze rzeczy typu meble, elektroniczne sprzety, samochody, dluzsze wyjazdy ustalamy wspolnie (ale nie na zasadzie ze ja sie pytam o pozwolenie tylko ustalamy ze potrzebne i wybieramy co i za jaka kwote). Mniejsze rzeczy w tym ubrania, buty, fryzjerzy, zabawki dzieci, ksiazki czy perfumy czy mniejsze sprzety domowe kazdy kupuje wg wlasnych potrzeb i danej sytuacji w budzecie, nikt nikogo nie pyta ani nie rozlicza. Tak bylo jak mielismy bardzo malo i tak jest teraz kiedy mamy wieksza swobode w wydatkach. Calkowicie sobie ufamy w tej kwestii (i w kwestii rozsadku co do ilosci wydatkow). Do codziennego uzytku mamy 1 wspolne konto i 2 "osobiste" ale oboje mamy dostep do wszystkich kont z tym ze glownie kozystamy z wlasnych. Zasadniczo nie mamy odzielnych pieniedzy i sprawdza sie to od kilkunastu lat czyli praktycznie od kiedy zamieszkalismy razem - nigdy nie bylo zadnych nieporozumien w temacie pieniedzy miedzy nami. Fochow tez :DZ moim przedostatnim EX mielismy wszystko oddzielnie (jego zyczenie i on ukrywal swoj stan konta i zarobki - obstawialam ze byly mniejsze niz moje) a i tak non stop byly klotnie i kontrole z jego strony moich wydatkow z mojego konta (!) ale on juz taki typ co mial obsesje na tym punkcie. Edytowany przez 12 maja 2020, 23:03 Dołączył: 2017-01-13 Miasto: Liczba postów: 3835 12 maja 2020, 22:06 O wydatkach raczej ja decyduję. 4 lata byłam w domu z dzieckiem i również mąż się nie wtrącał w wydatki, nic nie wydzielał, nie kontrolował , co uważałam za stosowne to kupowałam nawet gdyby to miała być 40 sukienka to mąż nic nie mówił. Natomiast ja raczej jestem z tych rozsądnych i nie wydaję dużo, często kupuję po okazyjnych cenach i 100 razy się zastanowię zanim wydam pieniądze. To raczej ja co miesiąc przeglądam ile i na co wydajemy. Z 2 razy może była taka sytuacja , że pojawiły się nowe okoliczności i nie do końca byliśmy pewni przyszłości finansowej , wtedy mąż tylko prosił, żebym chwilowo kupowała najpotrzebniejsze rzeczy i tyle. Dołączył: 2011-06-03 Miasto: Warszawa Liczba postów: 735 12 maja 2020, 22:08 Pytanie do żon. Jakie podejście mają Wasi mężowie do wydawanych przez Was pieniędzy? Czy rozliczają Was z "każdego grosza" czy niekoniecznie pilnują na co wydajecie? Czy fochaja się jak sobie kupicie nowa rzecz ? Żadnego rozliczania. Ani ja jego, ani on wie czego potrzebuje/ co chce/ o czym marzy/ co jest niezbędne ... i tyle. Dołączył: 2018-10-05 Miasto: Happy Place Liczba postów: 2911 12 maja 2020, 22:10 ale jak mógłby się fochac? Zarabiam to wydaje na co chce, dorosła jestem. większe wydatki uzgadniamy. Ja męża tez nie rozliczam. Dołączył: 2010-01-03 Miasto: Panama Liczba postów: 10677 12 maja 2020, 22:25 Nie ma u nas w ogóle takiego tematu, jak wzajemne rozliczanie się z osobistych wydatków. Oboje jednak jesteśmy z tych rozsądnych, a styl życia, który wiedziemy od kilku lat, w sposób naturalny zrobił z nas minimalistów. Musiałam rozliczać i kontrolować swojego pierwszego męża. Okropne to było i nie wyobrażam sobie już takiej sytuacji w swoim życiu. Dołączył: 2007-02-06 Miasto: Liczba postów: 10562 12 maja 2020, 22:33 KiedysBedeMama napisał(a):Pytanie do żon. Jakie podejście mają Wasi mężowie do wydawanych przez Was pieniędzy? Czy rozliczają Was z "każdego grosza" czy niekoniecznie pilnują na co wydajecie? Czy fochaja się jak sobie kupicie nowa rzecz ? nigdy nie musialam sie tlumaczyc, fakt ze tez pracowalam, ale gdybym zajowala sie dziecmi, dbala o dom a maz by pracowal to tez nie widze powodu do fochowania. Jesli jest sie razem, dba sie o dobro obojga to nie ma miejsca na jakies rozliczanie i fochy. Mam w rodzinie takiego agenta u ktorego musiala prosic na rajstopy, wspolczuje, i nie to nie jest normalne. Jesli pytasz na forum to juz oznacza ze zle sie z tym czujesz i powinniscie szczerze porozmawiac o swoich potrzebach - tych wspolnych i tych "swoich",kazdy jakies ma. Dołączył: 2012-02-20 Miasto: Sosnowiec Liczba postów: 2224 12 maja 2020, 22:37 Wydzielamy sobie co miesiąc z mężem "kieszonkowe" - taką samą kwotę co miesiąc i z tych pieniędzy się nie rozliczamy. Reszta idzie na wspólne konto. Teoretycznie jest OK, ale jednak to ja jestem bardziej oszczędna. Mąż mi niczego nie zalluje, mówi wręcz "no kup sobie tą sukienkę!".
pieniądze w małżeństwie psychologia