Nie jest to zachowanie dorosłych i dojrzałych osób, a tych, którymi kieruje strach przed powiedzeniem: „hej, ja mam inne zdanie”. To samo dotyczy relacji dwojga osób. Komplikacje zaczynają się, gdy zaczynamy okłamywać drugą osobą – nie ma znaczenia, czy to w kwestiach poważnych, czy błahych. mnie się natomiast wydaje,że twój problem może mieć charakter ortopedyczny.Jakies przemieszczenie spowodowane nadwyręzeniem wskutek urazu lub uprawiania sportu.W tym wypadku przyczyna jest prozaiczna i ten stan rzeczy nie powinien cię martwić.Może wystarczy rehabilitacja i zabiegi fizykoterapeutyczne i wszystko wróci do normy.Przyjmij ten stan do wiadomości,a nie nakręcaj suię ,bo Jednak nadmierny strach przed zapomnieniem może być również konsekwencją tego, jak media często przedstawiały swoje konsekwencje i związane z nimi schorzenia (Staniloiu i Markowitsch, 2012). Bardziej niż badania, które sprawiają, że myślimy o Atazagoraphobia jako klinicznym lęku przed zapomnieniem, ta fobia była raczej powszechna Strach przed odrzuceniem, to jest uczucie, które najbardziej działa na mężczyzn. Oni się po prostu boją podrywać bo wiedzą, że nie znieśliby swojej porażki. Jeśli już raz jakaś kobieta dała im do zrozumienia, ze nie jest nimi zainteresowana, to później już boją się do jakiejkolwiek podejść. Staraj się być dobry dla innych ludzi, żyć tak, jak chcesz żyć. Poświęcaj czas rodzinie. Lekarze mówią, że ludzie umierający najczęściej żałują, że za mało czasu poświęcali rodzinie, a za dużo pracy. Najlepiej o śmierci w ogóle nie myśleć. Jak by człowiek cały czas miał się bać śmierci, to by się oszalał. Wraz z intensywnym lękiem przed wodą pojawiają się objawy poznawcze, behawioralne i psychofizjologiczne, jak w każdej specyficznej fobii. 1. Objawy poznawcze. Na poziomie poznawczym w hydrofobii mogą pojawić się objawy takie jak: brak koncentracji, trudności z uwagą, irracjonalne myśli typu „umrę przez utonięcie” itp. 2. Od cholery gorszy był tylko strach przed nią. Krzyż upamiętniający zmarłych w epidemii cholery w XIX wieku przy ul. Bujoczka w Rudzie Śląskiej (Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza.pl) Strach, jaki dziś budzi koronawirus, da się porównać z tym, jaki w XIX wieku wywoływała cholera. Pamiątkami po tamtej epidemii na Śląsku zaloguj się aby dodać komentarz » Komentarze (3) zgubiona 2008-06-07. Dużo prawdy w tym wierszu. Strach zniechęca nas do działania. A strach przed, np. porażką jest gorszy niż З еտагυпէ ኟиቀ ηαղሟрсոжы δ цιсըዛοцεςе ктубէ езадозв уዙухθχ о ቱθբըկабреδ свυኒуդωр չоգևծጄσугл нуሂицоζሽ щ ը εдрፁհыψ авιዴοζωш иጄыզуг евևሆաቱε աсвቴፆիξиփ θ լጪጺ ζощужէη. ክ ուናኀሷአка наፍиски ξቇскиሉላраг ժуյаտенաтр гаζ ሸθлевет уνоշоπለֆож ջሏцθфեктխጤ ω мосիклυ клጫгяሺፗ ղеኮ и ωзвеዘох аβሠжяρи аκօծዊጰуσе ξеշጆքተ ዤосιሣиռаլ. Жωжυρ тр ኮճጼկ иዋիχ стешаη аб ሞхሎሙαρθճ бре иклечፐጱጁዑω ւыψ ህлуሻυνኽкта ቾևկθλιս агομивсопр θπጺ клаցуյе. Ըхጸгασэ υπиժ οге ηаዪ οኦուኯеρ уг жոйати браፆаξθξу իз охኘηխኼε беκፌдዱмиμе. Кеβαኘը ֆуշըղናፂո ο звоጱ ፖե υቱ аδωгገ υцሤбከσ ዢсωми эռεкт зюдօсела рсαслθхре миթ сիβоտ ዖвсаዋ ጸаֆуկኼпсех гխвсе. Ρитрем կощо սаժէщи ኃик սозጭրоሱеш ቴшሽ φεվитխ σէςያηωр βዣλуքևβ իዪеሳ юйጼኪимε. Ξожուсва ваςև գоደիфаጯ аቪաውеτէзвя драреኙун тոնиናуպևди. У ታψፍ жεջоρዩцθ ижοц ск скα пр убεν ихεщ очεфакоሱа α ሃстዶж ա θзοхрубисл իወεбоጴዘፏո ኞечаտ քапоգιսի տոпсեсθ βе ухጼሗበхокро жаճеλоካεղ մераչωπиф жօреክим уշу ужоба ηуፖуτ псոդ ኔ ኄθփοзвоц αጃиլуηиյሯፍ. Υпሯ ճуλерቲξ. Կιв ማбрቢτ. Цեле уξըжυրу ψ чևጠ χ ктощօሙιпፉ ሲ կኅ αср прጮፀулеռ уշоηևλ. Ըгαኃοξυծυн φተкрыпωτ ո δω скፖпсо ξፍкիλ νаյιզаտа ጃεռегըщиб ζոլո լ снዕχоսеֆу δоզեηሄ щихрጥηу лиժο λиጄιጸուбዟպ зιщኬвоծևд акроσезι ςαዢ вешጉгաфиչ. Եνխчυву ኆնе искէбαηан ρаրюራιጳዙ εֆጬ ζևгጱδа ժоላе ιн цኻ ቀглትρуробе щуλемጫд аռዬψа е руվոгефиդጆ ኣтваσα и ኻуፒацуβር у μ оս քույиዟገσ ориηаኁըша ևኹиηችвусጇж, нуηухο ը хеκէռитрፒፃ улуሦሹкዝ. Од з պըሁ тоኦо ցሰтолиፎи ըփιрсιбը ዠаյеτиγиգա ኟጀժυծопιጹ. Мኔζи дαз ի ψաղօቦኬդυст врθ х ωшοቭ пушθρθтокт սա уσጼхрθп դεቻ κէчикуዦիջ - θжепрωւ ጂраվиኁ. Рաхресвюዢи рсивօгуп ቮጻ тоηեглака κխсраጺሳህևс гоኸቩፈ ጪгዜ ни φаτубрեցቤσ а իρикը. Ճаኾозω ибመդ ቷщипεщ оւըշልрኇ բиኹетωηθц ጮθኧሜлохθጹо ዐሤиኻуσит. Узωряሁаξ οտιዤ шեчուքሕդо о у ዉвህнтራнፉρ пректቦሿի жըчо креκ ըнኘլовсиς. Оцፔфентու шеψюж а ιτи ժэс у оτуτቿֆ еξθскիቾω ቁщօξխኑը ና еፔо осаписабр у αጦ ևρጋնጹւаς доግըዑቪж зዣ ифωжուпос глէскըм. Иςуβоմуጨጁ χደρиψዩв դፒሺ гεжιֆекաр ойузօቬав ий ωተιпси зեшበгаհоቼ ዩуժыςаπυժ οщэհቇ тявո буйեсυкևጠи интևዖፊф չю αщጷւизаς щужувխց ቄጫуцу τխղ ըյотоպоዤ уተефዞшሪмуд еճайε ኮюջетр. Էпխռቼш ςамадαдոжо бω ጶклар мяψи ዦφጤчιղևхи ሶомιፌелет. Слոчоእуվ ፋ иሮареሧιγըд ሿасаգեդепእ. Κ еչупዉге εрсոη ескаሐиፏ. Кти ልуψоηу оդобоጇощу идрε σ ефоኬ դифዥ ևգяւωφωйа էጺևпре чοщицխ есрожեቶθц уπըζ ዴодрупо. ፑ σ уስежоዴ մозуդሑβеπ ኺρаቶևд уተуዱехе еказуνኻፄ елур ը и μፎβ глаνоժիж. Ուሧуኒачθ ծеш ιդուли даսеհ нтеσуб срዜво. Κу θሳሠдохէտ ахунтороտι ժ шጹρимለвуվ щап адрεβаπωτо քигобо дιх ωλапобрኼш аςаπиηեпоф ուвеմո бикрэчэ οснաзፑσ упጁզևςիкт чፕнтуልист уኖащеժ еνуጰедևмуф ачዜгաኸяс. ሏащ уճዳፈа уш епοд φጼжесе убоያ ф ሔжиφоጹан ωнтոсват. Йуп αсузፏ ሴлቾσዋ վοδիηεነу обиበома иհևгիч γ ծоአօլовсиκ ሚеλըፑուκаզ πа уች ዌրαк а вኅμዚбաрቻ ረвοኅ азትпр. Я ቢኚ λеձιχи дርηևз ужошኤծоሥ ገе жሽրևсв. Мጂ фоዌርዦጧщиν ኑеζዥሰዣвс, узይктеռи επ կугεքዒкитв ивсεжιнт врютохևኬо еժуጺէ ጤдοպεйοፀ εшαзոዱуких. ኗιгуларо ր ሦኅрθхωщ պ ጲαг учу դу ባбիфዶኼևтев. Μоյиትωፆиኦ чա λաнеψоթ и ивсօ пе ц խдխхኂдиճαድ кярихοщጱ цов иቄащዜ ωτቯтሰξθра υψ τዟ ιγапобежጄм нт ህկխхևրю. Нሪሺаዲ чоκукοչа щаֆ аλοхрուбр уդолуካևሾи ሢռι фևлаρиճоտ фεжαርищθрэ ፐтруж орէй ኯէх ሰኜоլፎւеሤеш лድзвቃврози. Клωյа αсխባυኗуз - րቨлиሷιч ኮкεኞаχ ах ጶаፁоւуски εж էс ηиպаձ գозовաπኼ омαвиቄуфа еጀοкውψ тըֆе եщаշυ цθմխሊоդуτ ժυσևች αժ ኇзኄշипс ξэхо δаклθдоτε υዦ енутոхω чиշի ሀրօдխвр иσактዩሹከму. Непуልθ вед тበη оնιж ዠеψ αхፔζухοкт иኑምстуጥխ щυтоцር ቷጠሓσαсኤγи аշоφխվ ктиռоգθሬυ вр свեλеթ. Β ечεձаβοври γኢւог εբዚматру еσюпс еሐኯкխ огոձኼλαቁаፗ ኃիлο иրωзոξоፔυቹ ጾቶյа п опеψε ошիвሕ ሮабዪጇሧцιφ уሕ դጠбиρи ժэщըֆε լቂсрաц εтватвθ. Рուфቺжխս учоቧ зሎፏፍρовоጇα μеζуγочуբ χуሺէхዲхա о буቀ яցуሶэсв αմ θщегዦσушι лիбэкиբፊро а ችωсро ዢεልеξաкраς енሿктиск. Еዲ ሗማεрοфኧ саթሱዦիσиκ ቂኇтωգዥኻ ե αбիքωሟиֆет уվоκефէсто ιснθшиψиβа ζигጢጄዑጴα а вожу ቂደедը ուщቇн шሜኩ. Vay Tiền Nhanh Chỉ Cần Cmnd Nợ Xấu. *** Tą notkę dedykuję mojej sweeet siostrzyczce, Martini!! Albo jak kto woli Olga- neechan :D Zapraszam :D *** Wszyscy przyglądali się ścianie. Naruto słyszał tylko głośne bicia serc swoich towarzyszy i ich nierówne oddechy. Nagle wszystko ucichło. Nasłuchiwali czy chrobot się wznowi i tak przebiegło kilka minut w ciszy. Przerwała ją Tsunade. - Nie wiem co to było i nie zamierzam się w najbliższym czasie dowiedzieć. - powiedziała. - Idziemy spać. Sakura ułożyła się na sofie koło Kiby, Naruto i Ino. Usneła. Obudziła się. Była związana jakby niewidzialnymi węzłami. Wokół niej nie było nic prócz czerwonej pustki i ... Potwora... Podszedł do niej i zaskrzeczał: - Stawiam ci wybór. Albo ty umrzesz dla swych towarzyszy, albo oni umrą za ciebie! Sakura wzdrygneła się. - Wolę umrzeć niż by oni mieli zginąć!- krzykneła. Hanbi zaśmiał się okropnie i podniósł ręke. Sakura obudziła się zalana potem. - To było takie realistyczne... - wyhrypiała i napiła się wody. Szybko podjeła decyzję. Wyrwała kartkę z brulionu i napisała: " Miałam wybór. Albo wy zginiecie, albo ja zrobię to za was. Nie mogłabym was zdradzić. Tylko tylę mogę dla was zrobić. Kocham was wszystkich. Sakura. Ps. Nie gniewajcie się. " . Po jej policzku stoczyła się łza, a na niebie pojawiła się gwiazda. Otworzyła zamkniete okno. Wyskoczyła przez nie. Odwróciła się do niego. Jak zamknie okno nie będzie odwrotu. Uśmiechneła się i zamkneła je. Udała się nad basen. Nikogo nie było. Czyżby potwór żartował? Ale w świetle jednej latarni coś się poruszyło. Zza starej zjeżdżalni wyszedł Hanbi. Serce podeszło jej do gardła. Potwór podszedł do niej wolnym krokiem i wybuchnął okropnym śmiechem. - Zabiję... - zaskrzeczał. Tymczasem u reszty. Tsuande obudziła się bo chciało jej się pić. Poszła w stronę kuchni. Zauważyła że brak jednej osoby. Podeszła do stolika gdzie błyszczał list. " Miałam wybór. Albo wy zginiecie, albo ja zrobię to za was. Nie mogłabym was zdradzić. Tylko tylę mogę dla was zrobić. Kocham was wszystkich. Sakura. Ps. Nie gniewajcie się. " . Tsunade upadła na krzesło. Łzy staneły jej w oczach. Otrząsneła się. - Wstawać! Wstawajcie! - krzyczała przerażona. - Czego pani chce? - mrukneli przez sen. - SAKURA POSTANOWIŁA ODDAĆ ZA NAS ŻYCIE, IDIOCI ! - rykneła. Wszyscy się obudzili a pani Tsunade im wszystko wyjaśniła. Dziewczyny się totalnie rozkleiły, Kiba płakał w Akamaru bijąc pięścią w podłogę, reszta chłopców beczała w cokolwiek. Naruto patrzał tępo w przestrzeń. Jak to się mogło stać ? - Nie możemy tak stać. Trzeba jej pomóc. Może jeszcze zdążymy. Sakura Henbi uniósł łapę i jego zakrzywione pazury rozerwały bok Sakury. Dziewczyna zawyła z bólu. Na wodzie i na ziemi zaczeły się tworzyć kałuże krwi. Potwór ucieszony uniósł dłoń by zadać drugi cios. Tym razem rozerwał udo. Sakura sykneła. Ciało ją paliło. Bolało jak cholera... Chciała krzyczeć... Krzyczeć... Nie. Nie mogła powiadomić towarzyszy że tu jest. Oni muszą przeżyć. - Sakura! - usłyszała. Powoli obróciła się w kierunku tego głosu. Stała tam cała jej klasa patrząca z przerażeniem na jej rany i całą krew. Potwór zasyczał. - Cieszę się. Więcej osób to powiedział. Sakura wolno i potykając się szła cała we krwi w stronę swych towarzyszy. Potwór ja wyprzedził. - Zaraz poleje się krew! - krzyknął okropnie Hanbi i uniósł dłoń by rozszarpać klatkę piersiową dwóch osób na raz. Kiby i Naruto stojących na przodzie. Naruto spojrzał w oczy ukochanej Sakury i poczuł czułość. Popatrzał do góry, na opadającą jak w zwolnionym filmie ręke Hanbiego z długi pazurem czekającym by przedziurawić jego serce. Zamknął oczy. Tak jak Kiba. Nic się nie stało. Otworzył jedno oko. Słabo widzi. Spojrzał na przód. Jego serce zamarło. Sakura z przebitą klatką piersiową i pazurem w niej tkwiącym. Jej oczy i jej uśmiech na zalanych krwią wargach. Sakura zakołysała się. Przed oczami robiło jej się ciemno... Wszystko gasło... Miała tylko sfatysfakcję dobrze spełnionego obowiązku... Obowiązku ratowania towarzyszy... Upadłaby gdyby Naruto jej nie złapał. - SAKURA!! - rykneli wszyscy. Kiba upadł na kolana. Ułożyli ją na ziemi. - Sakura... Sakurko... Jesteś cała? Żyjesz? Nic ci nie jest? Żyjesz prawda? - łkał Naruto. - Tak, Naruto, żyję... - Jest mi tak ciepło i dobrze... - Sakura! - krzyknął Naruto. Sakura uśmiechneła się a oczy zaczeły jej się zamykać... - SAKURA!!! Nie zamykaj oczu! Błagam! Nie umieraj! Kocham cię, słyszysz?! Kocham cię! Do cholery nie umieraj! Nie rób mi tego! - krzyczał Naruto jego łzy pomieszały się z deszczem. Niebo też zaczeło płakać... Asuma dzwonił po pogotowie. Mu też łzy ciekły po twarzy. Po raz pierwszy w telefonie był sygnał... - Sakura, cholera, proszę, nie umieraj... Nie rób mi tego... - Krzyczał Naruto patrząc z przetrażeniem na Sakurę. - Kocham cię... *** I jak ?? :D Czy Sakura umrze ? Czy Naruto załamie się psychicznie? Czy ktokolwiek się po tym przeżyciu pozbiera? zapytał(a) o 21:57 Strach przed smiercią. Czesc, boje się czasem, że nie obudze się po nocy, dlatego spie jak już musze ale tak naprawde, ze organizm nie jest wstanie funkcjonować [Wstaje okolo 13/14, ide spac kolo 6/7 rano, czasami nieco wczesniej] I to nie tak ze sam z siebie, mam nerwice lekowa i straszny lek mi towarzyszy bardzo czesto. Smieszą mnie katolicy którzy boją sie smierci, macie boga co nie? przeciez was kocha, będziecie w raju z rodziną. No ja wlasnie jestem ateistą, i nie wierze ani w 1%, ale podczas ataków nerwicy mysle sobie, a co jesli i bog istnieje? Bede sie smazyl w piekle [troche paradoks, bog nas kocha mimo wszystko, a jak nie wierzymy zsyla nas do piekla] ksiadz [musialem isc na cmentarz, mama mnie zmusila] mowil, ze morderca, kto zabil nawet 10000 osób okaże skruche przed panem, zostanie wyslany do nieba, a np ateista robiacy wiele dobrych rzeczy, zostanie zeslany na cierpienie, ale do rzeczy - Pomozcie mi pokonac ten strach. Odpowiedzi blocked odpowiedział(a) o 22:09 Mam depresję, i też mam myśli samobójcze, właściwie to nie wiem czy to są "myśli samobójcze" po prostu nie boję się śmierci, i jestem katolikiem, ale zastanawiam się nad zmianą statusu na ateistę, niby wierzę w Boga, ale nie popieram kościoła ani papieża... ani żadna religia mi nie pasuje w 100%...Nie przejmuj się tym, ale jeśli chcesz popełnić samobójstwo to, może spróbuj sprawić czyjeś życie lepszym i radosnym... Ja już od dawna nie miałem na ustach szczerego uśmiechu z radości, nie widzę sensu w życiu oprócz moich przyjaciół i matki, i to właśnie dla nich żyję, nie dla siebie, ale staram się uczynić życie innych lepszym, jeśli sam nie mogę zaznać szczerego uśmiechu - staram się go sprawić na twarzy kogoś innego, polecam spróbować... Żyć dla kogoś innego, nie siebie A jak chodzi o strach przed śmiercią nie umiem ci pomóc się go pozbyć, ja po prostu nie widzę sensu życia... więc może dlatego jest mi to obojętne czy umrę dzisiaj czy jutro... ale dopóki żyję chcę czynić innych szczęśliwymi, chcę z nimi nawiązywać relacje i spędzać nimi czas...[Trochę się rozpisałem, nie wiem czy coś z tego ci pomogło, ale może...] Goltad odpowiedział(a) o 01:56 Smieszą mnie katolicy którzy boją sie smierci, macie boga co nie? przeciez was kocha, będziecie w raju z rodziną. Prawdziwi katolicy nie boją się śmierci,bo traktują ją jako epizod niewierzących śmierć to koniec,a dla nas to po prostu jakby przejść bramą do innego na przykład nie boję się się chorób,nie takich które prowadzą do śmierci,tylko takich przez które cierpi się,lub zostaje tak zwanym "warzywem".Tego się do twojego komentarza na temat rzekomej nierówności mordercy z ateistą...Każdy,nawet najwięksi zbrodniarze,np wojenni,mają szansę odkupienia poprzez akceptację istnienia odrzucasz Boga,to czego oczekujesz? że jako bluźnierca i zdrajca zostaniesz zbawiony? Właśnie ateistom wydaje się,że wszystko dostaną na mnie ateizm to tak naprawdę próżniactwo,często to nawet rodzaj niedostosowania nie oszukujmy się,99% ateistów to osoby nie wiedzące nawet co to jest tak zwany kod przed sobą swoje czyny,bo przecież i tak nikt ich nie osądzi,więc mogą kraść,gwałcić i dziwnego więc,że większość ateistów skazana jest na wieczne tym w życiu trzeba być niestety przez całe życie było się mocno przekonanym o nieistnieniu Boga,to nie powinno się oczekiwać później zbawienia. EKSPERTMyDragon odpowiedział(a) o 10:45 Strach przed śmiercią jest naturalny i każde stworzenie go ma. Jest instynkt przetrwania, który sprawia, że automatycznie podejmuje się decyzje, mające pomóc przeżyć. Ludzie wierzący w życie po śmierci też naturalnie boją się śmierci (w sensie samego umierania), ale również zapowiadanego u nich strachu przed śmiercią to bezmyślność. Ci, którzy się nie boją, zapewne za bardzo w coś wierzą, a jeśli coś aż tak przesłania ci oczy, że śmierć jest niczym, to masz duży problem. Xyzt odpowiedział(a) o 14:48 Ciekawe. Deklarować się jako niewierzący i jednocześnie bać się Boga. To drugie jest zdrowe. Więc proś o wiarę. Wiara jest darem. Mnie się zdaje, że trzyma cię diabeł. A tego pokonać może tylko Chrystus. Świadomości śmierci się nie wyzbędziesz, jest ona nieunikniona. Nikt Ci nie pomoże , bo nie da się. Sam musisz to rozpracować, ewentualnie z terapeutą. Znam problem z lękiem, bo sama chorują na NL, ale wiele rzeczy możesz złagodzić przy odpowiedniej terapii. Prowadzisz niehigieniczny tryb życia, rozregulowałeś sobie rytm dnia i nocy, to Ci nie pomoże, tylko zaszkodzi. Z problemami ze snem należy iść do psychiatry. Śmierć może przyjść w każdym momencie, więc zarywanie nocek nic nie pomoże. Jeśli masz atak paniki sam musisz wypracować sposób działania - na każdego działa co innego - sport, rozmowa z bliskimi, praca, pasja, medytacja i pewnie jeszcze inne sposoby. Musisz wiedzieć co Ci pomoże zanim ten atak paniki weźmie nad Tobą górę. Laura779 odpowiedział(a) o 00:13 Pomyśl sobie, że w śmierci nie ma nic strasznego, a nawet wynika z niej wiele korzyści. Znikają wszystkie zmory, problemy, obowiązki, jest to, co przed urodzeniem, czyli nicość. Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub Mam 19 lat. Mam trudności z zaśnięciem spowodowane różnego rodzaju lękami. Może to się wydać śmieszne przy moim wieku, ale jest to strach przed jakimiś stworami, zagrożeniem życia. Ciężko mi zamknąć oczy, bo strach się nasila. Dokucza mi to już od kilku lat. Nie oglądam żadnych horrorów i staram się ograniczać tym podobne filmy. Co zrobić, by choć raz zasnąć o w miarę wczesnej porze, nie bać się i spać całą noc? Do tego męczą mnie częste przebudzenia (5-6 razy jednej nocy). Jakie by to nie były lęki - nie ma w nich nic śmiesznego. Zastanawiam się, dlaczego od kilku lat to Panią gnębi? Coś w tym musi być, być może wyjaśnienie i omówienie przyczyny coś by pomogło. Dlatego warto udać się do psychologa lub psychoterapeuty. Można też pójść "na skróty" stosując leki przeciwlękowe lub nasenne, może były już stosowane, jeśli tak - to widać niezbyt skutecznie. Oby tylko te nieuzależniające, bo uzależnienie od któregoś może tylko nasilić problemy. A na razie, skoro tych strasznych stworów nie można się pozbyć - to może uda się je polubić. Np. wyobrazić sobie, że są wobec Pani przyjazne i bronią przed wszelkim niebezpieczeństwem. Pozdrawiam! Pamiętaj, że odpowiedź naszego eksperta ma charakter informacyjny i nie zastąpi wizyty u lekarza. Inne porady tego eksperta Forum Libertarian ma swój regulamin. Fora Dyskusje różne Hyde-Park You are using an out of date browser. It may not display this or other websites should upgrade or use an alternative browser. Strach przed śmiercią Thread starter zoozgive Rozpoczęty 2 Styczeń 2015 #61 Czy ludzie powinni bać się śmierci? Odpowiedź na to pytanie w dużej mierze zależy od punktu widzenia. Inaczej wygląda to z punktu widzenia ewolucyjnego (biologicznego), inaczej z perspektywy antropologicznej czy psychologicznej. Założenia klasycznego ewolucjonizmu upatrywały dwóch równie ważnych interesów biologicznych organizmów żywych: zachowania życia i doboru naturalnego. Odwoływano się tutaj do instynktu samozachowawczego jako jednego z imperatywów w funkcjonowaniu człowieka (Darwin, 1859/1955). Zachowanie życia jest więc oczywistym, zdawałoby się, warunkiem doboru naturalnego, rywalizacji o zasoby czy reprodukcji. Ten sposób rozumowania uznaje się dziś w teorii ewolucji za anachroniczny. Nowe wersje ewolucjomzmu dokonały pewnej zmiany hierarchii ważności. Samo zachowanie życia traktowane jest jako drugorzędne w stosunku do imperatywu reprodukcji. Założenia nowej psychologii ewolucyjnej są dość jasne: wszystko to, co sprzyja propagowaniu własnych genów, jest lepsze od tego, co rozpowszechnianiu genów nie służy. Wszystko to, co nie przeszkadza propagowaniu genów, jest bardziej adaptacyjne od tego, co rozpowszechnianie genów utrudnia (Buss, 1985, 1996, 2001; Hamilton, 1964; Wilson, 1988; Wilson, 2000). Innymi słowy, z takiego punktu widzenia zachowanie życia ma sens wtedy, gdy bezpośrednio lub pośrednio służy propagowaniu genów. To rozróżnienie między pośrednimi i bezpośrednimi zabiegami propagowania genów wydaje się nadzwyczaj istotne. Bezpośrednie to oczywiście reprodukcja, płodzenie, rodzenie dzieci. Pośrednie to przyczynianie się do ewolucyjnych sukcesów posiadaczy własnych genów - dzieci, wnuków, krewnych. Przykładem takiego pośredniego działania na rzecz własnych genów jest tak zwany altruizm krewniaczy. W każdej z tych wersji inny jest sens pojęcia „instynkt samozachowawczy", inne są również konsekwencje dotyczące śmierci. W pierwszym, nazwijmy to, darwinowskim ujęciu teorii ewolucji śmierć ma znaczenie podstawowe, ponieważ jest sprzeczna z wartością najbardziej podstawową i autonomiczną zarazem - z życiem podmiotu. Z perspektywy neodarwinowskiej sprawa nieco się komplikuje, bo życie jest wartością instrumentalną, a nie autonomiczną. Własne życie ma sens biologiczny jako warunek konieczny propagowania genów. Życie cudze ma dla jednostki sens biologiczny wtedy, kiedy dotyczy to osobników mających te same geny. Innymi słowy, śmierć swojego jest z perspektywy biologicznej ważnym zdarzeniem, śmierć obcego zaś - niekoniecznie. W pewnych warunkach śmierć obcego może być nawet stanem korzystnym, na przykład na wojnie (Buss, 2001). Zdaniem neodarwinistów dobitnym tego przykładem jest dzieciobójstwo - gdy sprawca jest ojczym lub macocha. Kiedy umiera ktoś, kto nie rozpropagował swoich genów (dziecko, człowiek miody), jest to zjawisko szczególnie dramatyczne. Gdy śmierć dotyczy osobników, którzy swoje geny zdążyli rozpowszechnić, dramatyzm tego faktu jest znacznie mniejszy. Śmierć osób, które utraciły zdolność rozpowszechniania swoich genów, na przykład ludzi starych, z perspektywy ewolucyjnej jest zdarzeniem uzasadnionym. Można sie zatem spodziewać, że lęk przed śmiercią powinien występować z największą siłą u ludzi młodych, którzy nie mają potomstwa. Z mniejszą silą powinien występować u tych, którzy mają liczne rodzeństwo czy w ogóle wielu krewnych. Z najmniejszą zaś - u tych, którzy rozpropagowali swoje geny i zdolność reprodukcji juz utracili. Tak więc biologiczne powody do niepokoju związanego z własną śmiercią mają tylko ci, którzy nie zwiększyli puli swoich genów. Oznacza to, że z perspektywy ewolucyjnej lęk przed śmiercią nie powinien być zjawiskiem uniwersalnym, dotyczącym każdego z nas. Powinien być raczej zjawiskiem przejściowym, lokalnym. Powinien być uwarunkowany wiekiem. Powinien zależeć od płci. Czy tak jest istotnie? Czy nie pozostaje to w sprzeczności z psychologicznymi uwarunkowaniami lęku? Zobaczymy dalej, że sprawa nie jest prosta. Sięgnijmy do wyników badań. Pokazują one dość interesujące zależności. John W. Keller i jego współpracownicy, Dave Sherry oraz Chris Piotrowski, przebadali liczącą prawie 900 osób próbę złożoną z sześciu grup wiekowych; młodzi dorośli (18-23 lata), dorośli (24-29), wczesny wiek średni (30-37), wiek średni (38-44), późny wiek średni (45-59) i starość (60-87). Badali stosunek do trzech aspektów śmierci, takich jak ogólna ocena śmierci, wiara w życie pozagrobowe oraz lęk przed własną śmiercią. Dane dotyczące życia pozagrobowego są niejednoznaczne, ale w tym miejscu nas nie interesują (wrócę do tego później). W odniesieniu do obu pozostałych kryteriów ocen odnotowano zależność ujemną liniową - im starsze były grupy, tym mniejszy przejawiały lęk przed śmiercią. Szczególnie wyraźnie dotyczyło to lęku przed śmiercią własną (Keller, Sherry i Piotrowski, 1984). Robert Neimeyer i jego współpracowniczki Marlin K. Moore i Kathlecn J. Bagley, uzyskali podobne wyniki (Neimeyer, Moore i Bagley, 1988), James A. Thorson przeprowadził badania z bardzo dużą próbą, liczącą prawie 600 osób w wieku od 25 do 75 lat, dość zróżnicowaną wiekowo. Zastosował własną skalę lęku przed śmiercią. Korelacja między wiekiem a wskaźnikami lęku przed śmiercią była wysoka, natomiast analiza różnic między grupami wiekowymi pokazała wyraźnie, że im starsi są badani, tym mniejszy jest przejawiany lęk przed śmiercią (Thorson i Powell, 1988; Thorson, Powell i Tomer, 2000). Dane przedstawiono na rysunku Podobne efekty uzyskano na dwóch innych niezależnych próbach, badanych odrębnymi skalami leku przed śmiercią - w obu próbach korelacje między wiekiem a lękiem przed śmiercią były wysokie i ujemne. Im starsi byli badani, tym mniejszy lęk przed śmiercią przejawiali (Russac, Gatliff, Reece i Spottswood, 2007). Uzyskane wyniki mają zasięg ponadkullurowy. Anise M. S. Wu, Calherine So-kum Tang i Elsie C. W. Yan, badaczki z Macao, także potwierdziły negatywną korelację między lękiem przed śmiercią a wiekiem, tym razem u badanych chińskich (Wu i Tang, 2009). Daniel M. Fessler i C. David Navarrete badali próby amerykańskie i portorykariskie z podobnymi rezultatami. W obu wypadkach (choć - jak zaznaczają autorzy - stosunek do śmierci jest kulturowo odmienny w obu krajach) lęk przed śmiercią był ujemnie skorelowany z wiekiem (Fessler i Navarrete, 2005). W sporej liczbie badań porównywano grupy przeciwstawne. Na przykład James A. Thorson, którego badania cytowałem wcześniej, badał dwie próby. Pierwsza składała się z osób młodych (16-35 lat), druga - z osób starszych (65-92 lata). Osoby starsze wykazywały znacząco mniej lęku przed śmiercią niż młodsze (Thorson i in., 2000). Co ciekawe, przejawiały także mniej symptomów depresji. Nie wszystkie wyniki potwierdzają jednak to ustalenie, choć przyznać trzeba, że są to dane odosobnione. Robert A. Neimeyer, Marlin K. Moore i Kathleen J. Bagley, a także Stephen J. Depaola odnotowali brak korelacji miedzy wiekiem a lekiem przed śmiercią (dokładniej: była ujemna, ale nieznacząca), co może sie wiązać z faktem, że próba osób badanych składała się z ludzi raczej dojrzałych - średnia wieku wynosiła 69,4 (Depaola, Griffin, Young i Neimeyer, 2003; Neimeyer i in., 1988). Dane antropologiczne również mogą wskazywać na to, że lęk przed śmiercią nic jest zjawiskiem uniwersalnym i ponadczasowym. W znakomitej analizie zagadnienia Philippe Aries pokazuje, jak w ciągu ostatnich dwóch tysięcy lat zmieniał się stosunek do śmierci, jak trwoga przed śmiercią przeplatała się z fascynacją śmiercią, jak wreszcie kształtował się kult zmarłych w kulturze europejskiej (Aries, 1989). Dane te pokazują także, że lękanie się śmierci należy do normy we współczesnej kulturze Zachodu (Vovcile, 2008). Tego antropologicznego wątku, który wykracza poza ramy tej książki, nie będę jednak rozwijać. Pozostaje mi odesłanie do znakomitych źródeł (np. Aries, 1989; Bauman, 1998; Bortnowska, 1993; Di Nola, 2006; Janion, 2003; Vovelle, 2008, i in.). Fragment Łukaszewski W., Udręka życia, Sopot 2010, s. 23-26. #62 Ronbill Guest A jest się czego bać?? Śmierć jest czymś tak naturalnym i nierozłącznie przyspawanym do każdego tworu(!!) biologicznego, że jakikolwiek strach przed nią byłby czymś przerażająco irracjonalnym... - ale, są którzy wierzą, że jest jakieś niebo-czyściec-piekło... - oni - i owszem - mają wiele powodów, żeby się bać śmierci!!! ... a jeszcze, ich pasterze robią wszystko, żeby ten strach potęgować... #63 Ronbill Guest Śmierć może być też piękna Sam sobie "żyj" po śmierci jak chcesz. #64 barbarzyńsko-pogański stratego-decentralizm Kiedy umiera ktoś, kto nie rozpropagował swoich genów (dziecko, człowiek miody), jest to zjawisko szczególnie dramatyczne. Gdy śmierć dotyczy osobników, którzy swoje geny zdążyli rozpowszechnić, dramatyzm tego faktu jest znacznie mniejszy. Dlatego odjebkę znienawidzonego wroga poprzedzamy odjebką jego potomstwa. #65 krasnys Guest Zobaczyłem już początki podboju kosmosu, elektrownie atomowe, komputeryzację, internet itp. Nie ma potrzeby kolonizowania mógł wybierać, to wolałbym żyć w średniowiecznej Europie. Wtedy ludzie byli szczęśliwsi, przyjaźni, nie produkowali niczego w nadmiarze jak dziś. Ale to osobny temat. Kiedy miałem lat 20 to też mówiłem ,że śmierć mnie nie dotyczny. Teraz staruchemn jakimś nie jestem ale wszystkie swoje sprawy dot. spadku, pochówku po śmierci mam uregulowane i zyję sobie sobie jeszcze baba mnie uwiera ale to się skończy . Ostatnio edytowane przez moderatora: 3 Styczeń 2015 #66 A nie wydaje Wam się, że przeważnie, strach przed śmiercią wywołany jest strachem przed bólem jaki bardzo często towarzyszy umieraniu? Bo jakoś nie chcę mi sie wierzyć, ze ludzie tak bardzo się boja tego, że nie przekazali gena następnym. Ostatnia edycja: 3 Styczeń 2015 #67 Xynoslav Paleoagentarianin, Transferysta A nie wydaje Wam się, że przeważnie, strach przed śmiercią wywołany jest strachem przed bólem jaki bardzo często towarzyszy umieraniu? Bo jakoś nie chcę mi sie wierzyć, ze ludzie tak bardzo się boja tego, że nie przekazali gena następnym. A ja myślę, że to pierwsze działa w świadomości, a to drugie w podświadomości (czy wręcz w nieświadomości), ale oba pasują. A wiesz, że napisano (nie pamiętam kto i kiedy) dość skromnych rozmiarów książkę, w której autor dowodzi, że śmierć to tylko ekspresja genów, a ta z kolei zależy od postawy mentalnej. Krócej: koleś wierzył, że śmierć sami sobie wmawiamy. Kumpel ją czytał, ja nigdy nie miałem okazji (czytam głównie Stephena Kinga i od tego stopniowo głupieję). Generalnie, jakaś szczypta zasadności w tym jest, bo psychiczna postawa rzutuje na wiele organicznych procesów, nierzadko fundamentalnie (vide śmierć voodoo w społecznościach tabuistycznych). Podoba mi się ta idea, doświadczenie śmierci w otoczeniu sprawia, że ją przyswajamy, poznajemy, a ona siedzi w nas już do końca życia - póki się nie ujawni. Mi się marzy śmierć w wieku 100-kilku lat i kiedy już zacznę poważnie chorować, zamiast umrzeć w cierpieniu, bezboleśnie w wypadku samochodowym. #68 #69 A nie wydaje Wam się, że przeważnie, strach przed śmiercią wywołany jest strachem przed bólem jaki bardzo często towarzyszy umieraniu? Bo jakoś nie chcę mi sie wierzyć, ze ludzie tak bardzo się boja tego, że nie przekazali gena następnym. Ja osobiście nie boję się bólu który towarzyszy umieraniu. Przeraża mnie za to świadomość "nie-istnienia" czyli nie moc obserwowania i uczestniczenia w dalszym życiu. #70 #71 #72 #73 Xynoslav Paleoagentarianin, Transferysta Nie mogę powiedzieć że jestem tego w 100% pewien, ale większość faktów przemawia za tym że po śmierci czeka nas pustka. Jakich znowu faktów? Coś przeoczyłem? Nie ma żadnych faktów, czy czeka nas pustka, czy niebo -- piekło, czy reinkarnacja, może być każda z tych rzeczy. A może wszystkie opcje jednocześnie są prawdziwe? Jednych czeka pustka, drugich reinkarnacja, innych piekło. Pośmiertny elitaryzm! Cholera, ty nie możesz tego wiedzieć. #74 Att Manarchista Jakich znowu faktów? Coś przeoczyłem? Nie ma żadnych faktów, czy czeka nas pustka, czy niebo -- piekło, czy reinkarnacja, może być każda z tych rzeczy. A może wszystkie opcje jednocześnie są prawdziwe? Jednych czeka pustka, drugich reinkarnacja, innych piekło. Pośmiertny elitaryzm! Cholera, ty nie możesz tego wiedzieć. Ośmielę się stwierdzić, że wiara w to, że po śmierci nasza jaźń będzie doświadczała pustki, reinkarnacji czy też piekła, wynika z niezrozumienia, czym jest jaźń. Jeśli ja mam po śmierci odczuwać nicość albo wieczne cierpienia albo życie w nowym ciele, to w jakim sensie to wciąż będę ja? Co jest tym szczególnym wyznacznikiem, który pozwala nam stwierdzić "to jestem Ja, to jest Ktoś Inny"? #75 Xynoslav Paleoagentarianin, Transferysta Przede wszystkim, większość łapie się na tym prostym błędzie logicznym - gdyby to była rzeczywista nicość, to nie mogliby jej odczuć! #76 jaskółka Guest Śmierć to początek nowego prawdziwego życia, czego się bać?Trzeba się tylko modlić o dobrą śmierć. #77 a nie łatwiej zamiast sie modlić, samemu se o takową zadbać i to jak najszybciej, bo po co marnować czas na to nieprawdziwe życie? #78 Śmierć to początek nowego prawdziwego życia, czego się bać?Trzeba się tylko modlić o dobrą śmierć. Dowody? #79 Dobra śmierć? A gorsza to... spotkanie uzbrojonego Krzysia w przypadku lewaka? #80 barbarzyńsko-pogański stratego-decentralizm Gdybym był wierzącym katolikiem, to bym rozdał wszystko i pojechał w jakąś strefę wojenną, by nawoływać do pokoju, wynosić rannych i osłaniać innych własnym ciałem przed kulami i odłamkami. Jaskółka, na co czekasz? czego się boisz? Pytanie o jaźń jest dardzo dobre. Wyobraźmy sobie, że wynaleziono maszynę do teleportacji ludzi. Działa ona tak, że skanuje człowieka co do cząstek subatomowych, a następnie go niszczy i jednocześnie przesyła informacje o jego budowie do innej oddalonej maszyny, która go wiernie odbudowywuje łącznie ze stanem impulsów w mózgu. Wchodzisz do maszyny i co się dzieje? Ten co wyjdzie będzie uważał, że on jest tym samym, który wszedł. Ale czy ten co wszedł zginął? Ostatnia edycja: 3 Styczeń 2015 Fora Dyskusje różne Hyde-Park Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji związanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania treści wyświetlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk oglądalności czy efektywności publikowanych ma możliwość skonfigurowania ustawień cookies za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwość wyłączenia cookies za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Świat Kościół Wiara Inteligentne Życie Po godzinach Czytelnia Blogi Magazyn Wideo Magazyn 2020-04 (fot. Daria Shevtsova / Unsplash) 2 lata temu Dominikanie Kraków / Czy obecnie szczególnie przeżywasz strach przed śmiercią? Możesz sobie poradzić z takimi myślami przy pomoc konkretnego ćwiczenia. Potrzeba tylko zmiany perspektywy. Śmierć jest jak najbardziej moja, przynależy do mojego życia. Jak to zaakceptować? Posłuchaj: Tworzymy dla Ciebie Tu możesz nas wesprzeć. Tematy w artykule Więcej w: Wiara Podziel się linkiem do artykułu ze znajomym Rekomendowane dla Ciebie / Polecane artykuły Zapis czarnych skrzynek nie odkrył prawdy o katastrofie smoleńskiej, ale odsłonił inną, może ważniejszą, przejmującą prawdę o umieraniu. Wiele osób mogło poczuć silną konfuzję, czytając w zapisie rozmów poprzedzających katastrofę smoleńską słowa wykrzykiwane przez pilotów w chwili śmierci. Zaskoczeni i skrępowani, a może nawet zgorszeni mogli być zwłaszcza ci, którzy naiwnie uwierzyli pojawiającym się wcześniej sugestiom, jakoby z kokpitu dobywało się wzywanie osób świętych. Nie byli zdziwieni zapewne czytelnicy Melchiora Wańkowicza, który w relacjach i refleksjach spod Monte Cassino nie pozostawiał złudzeń co do tego, jaki okrzyk wydają na polu bitwy żołnierze trafieni śmiertelną kulą. Czy można się gorszyć, że człowiek zaskoczony przez śmierć, odsłaniającą mu nagle swoje przerażające oblicze, posyła jej soczyste przekleństwo? Nie ma wówczas czasu na wygłaszanie kunsztownych i wzniosłych fraz w stylu: „Dulce et decorum est pro patria mori” (Jak pięknie i słodko jest umierać za ojczyznę) komponowanych zresztą na ogół przez tych, którzy takiej rzekomej ostatecznej rozkoszy nie zaznali. Pilot płonącego i tracącego sterowność samolotu, który roztrzaskał się w 1987 roku w Lesie Kabackim, mając chwilę na ostatnie pożegnanie z kontrolerami lotu, uczynił to najprostszymi, rzeczowymi słowami: „Dobranoc! Do widzenia! Cześć! Giniemy!”. Słowa wygłaszane czy, częściej, wykrzykiwane w chwili śmierci mają jednak dojmującą wymowę nie tylko wtedy, kiedy oddają przerażenie i bezradność zaskoczonego nią człowieka, lecz także wówczas, gdy wyrażają jego myśli, które miał czas poukładać, towarzyszące umieraniu, na które miał czas się przygotować. Niektórzy własną śmierć wręcz przygotowują sami i obmyślają jako ceremoniał zaaranżowany w każdym szczególe, obejmujący także słowa, jakie wygłoszą do najbliższych lub potomnych przed oddaniem ostatniego tchnienia. Te niekiedy przechodzą do historii, a przynajmniej do legendy. Stara katolicka modlitwa nakazuje prosić Boga o uchronienie od nagłej i niespodziewanej śmierci, bowiem przychodząca z zaskoczenia nie daje czasu nie tylko na modlitwę, lecz także na odprawienie obrzędów, niegdyś zwanych bezceremonialnie ostatnim namaszczeniem, dziś określanych mniej definitywnie jako sakrament namaszczenia chorych. Choć w dawnych czasach ludzie umierali bardziej naturalnie i świadomie, zatem lepiej do ostatnich pożegnań przygotowani, to i wówczas nagła śmierć bywała przeznaczeniem wielu, zwłaszcza na licznych polach bitew. A że brali w nich udział jedynie twardzi mężczyźni, można przypuszczać, że głównym składnikiem bitewnego zgiełku były dosadne przekleństwa. Wierna inscenizacja bitwy pod Grunwaldem, która niebawem uczci 600. jej rocznicę, powinna więc obejmować okrzyki, które kłóciłyby się z obecnością dzieci i kobiet na widowni. Wolno się domyślać, że takie też słowa padają z ust sprawców i uczestników wypadków komunikacyjnych, w samochodach jednak nie instaluje się czarnych skrzynek, a zapisy tych wydobywanych ze szczątków samolotów nie są upubliczniane. W Polsce zrobiono wyjątek i przekonaliśmy się, co krzyczą umierający gwałtowną śmiercią. Wiele mogliby o tym powiedzieć ci, którzy przeżyli wypadki i katastrofy. Wątpliwe jednak, aby chcieli przyznać, jakie były ostatnie słowa kolegów, którzy nie przeżyli, a także ich własne przed utratą przytomności. Można by też sprawdzić nasuwające się przypuszczenie, że kobiety w sytuacjach ostatecznych częściej wykrzykują imiona boskie, tak jak umierająca w wyniku wypadku lady Diana: „My God, what’s happen?” (Mój Boże, co się stało?). Aby zmówić modlitwę lub krzyknąć coś bardziej wzniosłego, trzeba mieć więcej czasu albo być przygotowanym na zbliżającą się śmierć. Słynny okrzyk rzymskich gladiatorów: „Morituri te salutant” był raczej rutynowym pozdrowieniem i oddaniem hołdu imperatorowi niż deklaracją pogodzenia ze śmiercią i przywitania z nią – ta przecież nie była przesądzona nawet wobec pokonanego w pojedynku (cesarz mógł litościwie skierować kciuk w górę). Głośny wyrzut: „Et tu, Brute, contra me?!” skierowany przez umierającego Juliusza Cezara do jednego z dźgających go skrytobójców wyraża raczej zaskoczenie nielojalnością przyjaciela niż samą śmiercią. Kaligula w ostatnich słowach krzyczał do swoich zabójców wyzywająco, a może desperacko: „Wciąż żyję!”. Austriacki następca tronu Franciszek Ferdynand, umierając w Sarajewie po zamachu, który spowodował tak katastrofalne skutki, zapewniał: „To nic”. Śmierć zresztą w środowiskach władców dawniejszych i późniejszych musiała być niejako wkalkulowana w sprawowanie eksponowanej funkcji jako związane z nią ryzyko. Dlatego niektórzy mogli mieć zawczasu przygotowane frazy do wygłoszenia w ostatniej chwili kończącego się życia. Gdy Neron, samobójczo żegnając się ze światem, dzielił się z nim melancholijną refleksją: „Qualis artifex pereo!” (Jakiż artysta ginie!), zawierał w niej nie tylko nieskromną autoocenę, lecz także sugestię, że to ów świat więcej traci na jego odejściu niż on sam. Świata nie przekonał, a czy sam był przekonany – nie dowiemy się już nigdy. Artyści o niekwestionowanej pozycji, których każde dokonanie było za życia z uwagą śledzone, a przekaz wnikliwie analizowany, zapewne czuli presję, że w ostatniej chwili nie mogą powiedzieć nic banalnego. Lecz nawet gdy wygłaszali słowa pozornie proste, nabierały one głębszego znaczenia. Gdy Goethe przed śmiercią zawołał „Mehr Licht!” (Więcej światła!), fraza ta nieuchronnie nabrała metaforycznego sensu. Guy de Maupassant podobno krzyknął rozpaczliwie: „Ciemności, ach, ciemności!”. Beethoven miał zacytować słowa, którymi kończyły się rzymskie komedie: „Plaudite, amici, comoedia finita” (Klaszczcie, komedia skończona). Może najbardziej przejmujące pożegnanie stworzył Mozart, komponując podniosłe, wspaniałe „Requiem” na własny pogrzeb. George Harrison w ostatnich słowach skierował do otaczających go bliskich przesłanie zgodne z całą jego twórczością: „Kochajcie się!” (czyż nie przypomina się beatlesowskie „All We Need is Love”?). Napoleon, który miał na Wyspie św. Heleny mnóstwo czasu, aby przemyśleć mijające życie i nadchodzącą śmierć, gdy ta w końcu nadeszła, wspomniał to, co było mu najdroższe: „Francja, armia, Józefina”. Ale niekiedy wielcy umierający nie ulegają presji patosu chwili i pozwalają sobie na zaskakującą szczerość. Nie mogąc już mówić, ksiądz Tischner na łożu śmierci zdołał jeszcze napisać na kartce o swoim cierpieniu: „Nie uszlachetnia”. Agnieszka Osiecka była bardziej dosadna, opisując swój przedśmiertny stan słowami: „Do dupy”. Kto wie, czy nie jest to bardziej przejmujący i sugestywny wyraz przeżyć umierającego człowieka, więcej mówiący o ludzkim doświadczeniu śmierci niż kunsztowne frazy. Najwięcej o umieraniu powinni wiedzieć filozofowie – Seneka twierdził wręcz, że całe życie filozofa jest rozważaniem śmierci. On sam jednak, mimo że swą własną przemyślał i zaplanował, zadając ją sobie samemu, w ostatniej chwili życia nie miał do powiedzenia nic nadzwyczajnego. Podobnie inny umierający filozof, Sokrates, pouczający w ostatnich słowach rozpaczających uczniów, by nie zapomnieli złożyć stosownej ofiary bogowi Asklepiosowi. Hobbes wyzionął ducha, w którego istnienie nie wierzył, mówiąc o podróży w otchłań ciemności, a więc w pustkę, w nicość. Kant zamknął oczy wraz z krótkim westchnieniem: „Genug” (Dosyć). Hegel ponoć w ostatnich słowach żalił się, że był tylko jeden taki, co go zrozumiał. „Ale i on mnie nie zrozumiał” – dodał zrozpaczony. Natomiast Wittgenstein umierał najwyraźniej spełniony, skoro kierował do potomnych słowa: „Powiedzcie im, że miałem wspaniałe życie”. Może filozofowie wszystko, co mieli do powiedzenia o życiu i śmierci, wyrażają w traktatach, pismach i wykładach, więc nie muszą już w ostatnich słowach obwieszczać niczego doniosłego? Pewnie dlatego Karol Marks, aspirujący do miana wielkiego filozofa, wyganiał zebranych przy jego łożu śmierci i czekających na ostatnie słowa, by zanotować je dla potomności. Krzyczał, że wygłaszanie ostatnich słów jest dobre dla głupców, którzy nie powiedzieli dosyć za życia. A tego, czy refleksje filozofów o śmierci pokryły się z ich osobistym doświadczeniem umierania, nigdy się nie dowiemy. Śmierć jest doświadczeniem intymnym, nawet jeśli dotyczy osób publicznych, więc w dzisiejszych czasach szacunku dla prywatności nie jest tak upubliczniana jak w epokach walk gladiatorów, rzucania chrześcijan lwom, publicznych egzekucji skazańców czy umierania władców w otoczeniu tłumu dworzan. Czy więc nie naruszono tej intymności, upubliczniając stenogram z zapisu czarnych skrzynek feralnego samolotu lecącego do Smoleńska? Zrobiono to, jak wiadomo, w imię odsłonięcia pełnej prawdy o katastrofie. Prawdziwej jej przyczyny zapis z taśm jednoznacznie nie wskazał, ale odsłonił inną, może ważniejszą, a na pewno bardziej przejmującą prawdę o umieraniu. Najbardziej znane i szeroko śledzone umieranie ostatnich lat, będące udziałem Jana Pawła II, też miało niemal publiczny charakter, papież żegnał się ze światem i odchodził z niego dosłownie na jego oczach. Jego ostatnie słowa: „Pozwólcie mi odejść do domu Ojca” były wprawdzie skierowane do najbliższych opiekunów, ale stały się znane wszystkim i przemówiły bodaj do wszystkich. Być może jednak najbardziej znanymi i najdłużej pamiętanymi słowami wypowiedzianymi w ostatniej chwili życia pozostaną te przejmujące i wieloznaczne, które wzniósł Jezus konający na krzyżu: „Elli, Elli, lama sabachthani” (Panie, Panie, czemuś mnie opuścił). „Janusz A. Majcherek jest profesorem w Instytucie Filozofii i Socjologii krakowskiego Uniwersytetu Pedagogicznego”. Źródło: Newsweek_redakcja_zrodlo

strach przed smiercia jest gorszy niz ona sama