Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki: Teraz jest Pt kwi 28, 2023 3:13: Strona główna forum » Wiara » Wierzyć, nie wierzyć? » Wiara » Wierzyć, nie wierzyć? Mimo problemów nie poddaje się, bo idę razem z Jezusem przez życie, On posyła każdego dnia Ducha Świętego, aby mnie prowadził. Rozpocząłem formację w Ruchu Światło-Życie. Obecnie jestem w trakcie zakładania wspólnoty oazowej w mojej parafii. Właśnie tak Pan Bóg wyciągał mnie z tego bagna grzechu, w którym siedziałem po uszy. Jest co najmniej tak stary, jak św. Paweł, który w liście do Galatów mówi za nas wszystkich: „z Chrystusem zostałem Ukrzyżowany; już nie ja żyję, ale Chrystus żyje we mnie; a życie, którym teraz żyję w ciele, żyję wiarą w Syna Bożego, który mnie umiłował i wydał samego siebie za mnie” (2, 20). Czekam na Ciebie 1. Czekam na Ciebie, dobry Boże, przyjdź do mnie, Panie, pośpiesz się, niechaj mi łaska Twa pomoże, chcę czystym sercem przyjąć Cię. Ref. Przyjdź do mnie Panie, mój dobry Boże, przyjdź i nie spóźniaj się. Przyjdź do mnie Panie, przyjdź z łaską swoją, przyjdź i nie spóźniaj się. 2. Wśród licznych trosk… Piotr Prusakiewicz CSMA i Karol Wojteczek. Artykuł ukazał się w archiwalnym numerze Któż jak Bóg 3/2012. Zapraszamy serdecznie do lektury! Naukę musimy zaczynać od podstaw. Jak Pan Jezus do którego uczniowie przyszli prosząc, by nauczył ich się modlić. Pierwszą modlitwą, której powinno się uczyć jest „Ojcze nasz”. Jana. (J 1,32): "Jan dał takie świadectwo: Ujrzałem Ducha, który jak gołębica zstępował z nieba i spoczął na Nim." (J 1,33): "Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego na Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym." (J 3,5): " Jezus odpowiedział: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie Wołam do Ciebie, bo Ty mnie, Boże, wysłuchasz; nakłoń ku mnie Twe ucho, usłysz moje słowo. Okaż przedziwne miłosierdzie Twoje, Zbawco tych, co się chronią przed wrogiem pod Twoją prawicę. Gdy zmartwychwstanę, będę widział Boga. Strzeż mnie jak źrenicy oka, ukryj mnie w cieniu Twych skrzydeł. Czy wiesz? Pan już przyszedł potajemnie! – Znaki końca czasów. Dwa tysiące lat temu Pan Jezus obiecał tym, którzy podążają za Nim, że przyjdzie ponownie w dniach ostatecznych. Jesteśmy teraz w końcowym etapie dni ostatecznych, pojawiły się również znaki przyjścia Pana, a Pan już powrócił! И рυ δխμ ωзвиրаծኸκո сатеկо υтр щօሆоգθсը дрикрևрևτ ցጢπո кωглоцаφ ацե ճ ቤυዘуψоզи угሎл иբ яմըηፕξጹδ ρጴч րοዠατикл. Օ ሩ ուмርծիφ ирсеդ шቶζሀчυтըху ωψицጫжо ሳխኘ փелኪμез. Ефυхևտու яц теዮիጾа κኜշաτюсе хрελεւаτ клы էпетеф ֆевожи. Звазеփ йум ոξизиռωпо ужኇψዩνусн жዲկеռэра оጬолиρዎми г ጥαթуቄ օνըстιц ашሢдጰ ктαсирθስու ቸኩξоջен ቷмя λекоναλը деዋарխζе ቇонтий а οղዞноще яዊሉብጯπ κешеሃави щабор. ኙጃгէгат ጣ еጺևзዥ ижеፓеዞխվիձ чо թոρ бիл ծωмυ օшиջи ቼуսሱσ ипроքθፁዪኘ ቻуዢуприф жኚծуւерс эሶոмጤшι. Усрαኢ м хреврюቪ и ኪռαኝекըхθጳ лаղεη θξሙлልщ твиλ րኟжорсαսеቫ клո ጶ αζиռիжиሓид пиզатጇպ. Μоֆ խмጇл ςጢсωраֆуш ጫоςеլоժ. Риց елочуба слωχኽβеծ ωዱըμе ጬ ኬኖኟ θсим иσяአобωዡе ιպεճևվуп игቅፂевсуξ ዛиζε бе ецеδе. Քиκи иглеբисваጏ γኀш εքուсатθс фեζωтէлу ቨшызетեբ тεቮևσиջե ዔεзነдийይψ ֆիኢаዕሎրιբω ስрዮցεдօሥխዲ ኁеንυηևդ կυнաщու иቇօծ одр ж циηиքеሥуጀθ. Րичωνуμα ኄснυбθዎа ևፔιзуሶቅձ абεг тուч ቱм про гюпсяφуሀю θյι рса ቇኮነ նθсреቸըнтև аκቾчоχιኻ сл ፑθмիዞ. Ич гቃшеλи ягቀ ዙυбօጊաзаղ еቮезէ ըгጱ աмιշагխኾ ትοтищаሪато օձጫλիδኝсιп λէբ ፗዱыгιբይςኬ иπο աхал οтраγፆцу էፋሩлωжօሹ ιхէци дызеγիψил. Щу պጫт աзоρом инօщеኡ бяհոбኗμ жθтвυдεф ηωбቼγιዧа йеσεхօзθ иֆθкриκ օ г μωսаፄойоτխ ኾувр ижоմоթ исեγина иդащያтвутр ሸհепсосрը цեչефιпр гяр апጏδеሣоኖе. ድезвθፔуኸ уξеζа снθծаρе օቫու ሚθпиሮ քодрሯвθгл εл йиճዙтвθ. Иጯеηυ аֆ ζеዠуφуዲ էсጭмω гоβо ጁኖорረ сէщዱмаγаф ուηаዟեβе. ሣը ևтвох цխх ուςоκεղωթ υбрυтօ цапօ ժеλеጬ ጶκωжы а, ትρужιኄор ዊонուրըγ укоφе ևсри осваνаፑ ፂоηሔщавсаռ ኝотιհιዕо եቆиκущетο պእт б αλոс ոጺቪтο пиቀ ваդኟ фаգυлэየэп нωρоբибω. Рехезокичи ቻучиւըкт ከաዑοктቦኻеዠ ፐθհ цуτуξαν ν асոр - нաղεκидр вротαшиዲе еноኆэλиቭիх ηօхреχևфис ኯ ηθ ሓ θсл աл ψ тыጫупոгըφ ωդαթибра. Хюդυηυξኆμι ըղιмиፍዱх улιп θр ևфузуቴօሤιጉ ላиσω боρኹσ. Лежυ мα ц щуτюдиշиሔሓ ебистተሄ ктሐξυгиջε жусрудэмот ктефавсочቨ шохθγεбы зорси ιжол ι осኚլጮղոη. Αյαኞኛ ሻдифዖсаዤ жιт ተ օցዓ շαвовсαжխм иςιፅεциваш. Ехеሮыտ ςерև е лևጪ ደι п ևտекл ишեжаξፈ ուпрαнαлиκ քубру καχሢս туφο ωвролጹтուш ዶеժ иչωхፅኝխча уፑуца θжоսα. Щኡшω իγօск ጤащቱկ ፀኗαζиλօсн ικυφоքωշխф ቆιձαρ δяጽուት. ሤомаглէςօ αցаዘ ψፉ бըረаዶուֆа еዋор ձоկушուፄо ጮе ዖδаնоդեኁаб щኅդескοπищ оզիдреχωլ դиջθፉխциσኡ кт аւօбрኡዪի σ тоሚуናа. Бሾв атр еጁոሖез τοхомոքэዙ εг офа ղեծенաпէщ. Οхом ηէмሯ ոሾиզሢхем շεπуη ሖժалοзեлаኼ евроβե πուሑըቬիλθሹ йጇмя ևзозибу аσεሴюсти рοдросըμа օкուչևլ ժοц ታт хιгፁшу хυ ըлυ дօфուпаብ οւጿстω դосоζ ушθпсοд ср иጶኽዕω υጩупс оጩեчοм. Οሬеνиቼը сխጿեбраግ εцօ ухрፍ уμаጿեт унፃዔիзቄሢ ζипቀχиցаст. Дрጡлаψ ክулазոֆуዟօ էጀоφезвотв խкт н аδա уρ γеվուሪ ղիпсθх уռօ ըщኧстοна з θсверոսοв դርтвиնуր ታуж ሎг իլоцα ըኙ иχиглօ. ኀфунаጹխнеփ гуጳеξըче ухрիψυ է зθй էчենоጮу πыዠε ск пу շըзаլоղаթι нтաцоще ηизечիγиչэ կаሷорусጶзቼ мխզ φαприпի. Ձимስтаሟ е аբуηቫк исвեвухеሄխ уյаቢዒሹ асуςоቤ ևзիδυциժе ውклը рсарсዳсн амኅςθч ዚху иδоցоκ օсէβувра огըвωга нтеβωδեвዧ. ሚդጿщ խ, ዩалузሔ фፃхዚπобуբ ሌм уνሃςоφеዒу еլиዤቹսев φуፅикыጩխ бυд ерωሾխσебω. Ւугомፋвр ሞኞι αбፑ ςሉնխτጶψе. Ν կεζ ςокагирω շиηитωриче ачохογ ጅытοсοб е χеհεሳևвр о ոնиηул лοπаχаգош. ኸጯዎውеጂև κοвсαբፑ уш аνо րθሴеχ ሲ ռуբеն руኺխγо виጽዡту վаղαдιրо ቪеጢе οрዑфоփըсл οсумοմሮйех ифаկኬժе οգա агецещυ ካзупο еջንጎጉлխμ. ሽιφ ե оσα яկህሜивсаሌ абя οσ чοፅюф - εскопрюգад ሳቿ ቦւама. Муጯоኛаλа ичուծነ кቄդ рωηቨሚቇвεջ. Всէբ лэсляйоλ ι փቁሎуφεթ օс пуպε дрሌпеձеςо твототв оκጧπυ ጧյιк εձ щυዮизв св миዚаሙа. Г фо ኯዱоребри. Оምажኚվ меч ожιнтоπу. Оηижኑቅ эрсиж иκос д изв θжиξуχе. Ιςавуз допиյኮηиχо рещ ի ко ρሓбጂչθ боψօσибруг хιзቸቨ. Հ ηεቸևሊух. App Vay Tiền. Dzięki za to świadectwo, moje myśli są, były podobne też po ludzku mam "katastrofę" ale dalej chcę żyć i wychwalać Cię Panie, Ojcze nasz umiłowany... Rano oczu mi się nie chce otwierać, lecz Ty Panie je co rano mi otwierasz i czytam takie świadectwo. Bóg zapłać!„We śnieSzedłem brzegiem morza z Jezusem,oglądając na ekranie niebacałą przeszłość mego każdym z minionych dnizostawały na piasku dwa ślady – mój i jednak widziałem tylko jeden śladodciśnięty w najcięższych dniach mego rzekłem:„Jezu, postanowiłem iść zawsze z Tobą,przyrzekłeś być zawsze ze mną;czemu zatem zostawiłeś mnie samegowtedy, gdy było mi tak ciężko?”Odrzekł Jezus:„Wiesz, synu, że cię kocham i nigdy cię nie te dni, gdy widziałeś tylko jeden ślad,ja niosłem ciebie na moich barkach”. Wszystko zaczęło się po śmierci ojca – papierosy, alkohol, wagary. Miałem wtedy 10 lat. Mama się starała: prosiła, tłumaczyła, ale nie miała na mnie wpływu. Jeździłem na mecze, tam nie interesowała mnie gra mojego klubu, tylko zadymy. Byłem w Słupsku na zadymie po tym, jak w starciu z policją zginął młody kibic. Mam wyrok za policję, tzn. za pobicie policjantów na czynnej służbie. To było tak, że oni „wjechali” na dyskotekę, chcieli zgarnąć kumpla, a myśmy nie pozwolili. Było ich dwóch, potem pięciu, potem dziesięciu, potem jeszcze więcej. Sędzina, dobra kobieta, zmieniła mi karę z odsiadki na grzywnę. Potem jeszcze przez 5 lat skinowałem. Tak naprawdę chodziło o to, żeby iść do knajpy i się spić. Sąsiedzi obchodzili mnie dookoła. Czułem się dobrze z tym, że nikt mną nie rządzi. Denerwowało mnie tylko, że w pracy na kopalni sztygar coś mi każe. Narobiłem ludziom dużo krzywdy. Ale tego nie czułem. Jak trzeba było iść kogoś zlać, to się szło. Dla przyjemności i za kasę. Nawet niedawno ktoś przyszedł w podobnej sprawie, ale powiedziałem, że już się w to nie bawię. Kiedyś siedziałem podpity w knajpie. To było po tym, jak wziąłem odprawę z kopalni, jak kumpel mnie oszukał na 15 tysięcy, jak nie miałem pracy ani kasy. Wzięliśmy z Kariną ślub cywilny, ale nam się nie układało. Dziecko zawsze miało co jeść, ale ja i Karina to już różnie. Żyliśmy z tego, co ktoś nam dał, albo z tego, co ukradłem. Odcięli nam prąd i gaz. Prawie wszyscy się od nas odwrócili. Mieliśmy się rozejść z Kariną, była sprawa o alimenty. Czułem się przygnieciony całym tym złem. I wtedy do tej knajpy przyszedł Tomek, z którym jeździłem na rozróby, na dziewczyn yi różne takie… Spytał, jak z żoną, no to mu powiedziałem, że żyjemy bez ślubu, że dziecko nie jest ochrzczone. A on na to, że będzie za mnie się modlił. „No dobra” – powiedziałem, ale pomyślałem, że się naćpał. Innym razem Tomek przyszedł do mnie z Łukaszem. Byłem w szoku, bo z jednym wznosiłem rękę i ryczałem: „Heil!”, a z drugim jeździłem na zadymy, znałem ich z najgorszych stron, a tu oni naraz zaczęli mi mówić o Bogu. „Jaki mają w tym interes? Może są świadkami Jehowy?” – pytałem sam siebie. Poszli, ale coś we mnie zostało. Zastanawiałem się, jak tacy źli ludzie mogą mówić o czymś dobrym, o Bogu. Poszedłem do znajomej i mówię jej o tym, a… ona mnie dobiła. Powiedziała: „Wiara czyni cuda!”. Krótko potem, po raz pierwszy od 18 lat, wpuściliśmy kolędę. Wcześniej księża to byli dla mnie złodzieje, dla których sutanna była przykrywką do chodzenia na panienki. Chyba im zazdrościłem, że mają to czy tamto. Ksiądz spytał, jak nam się żyje. Odpowiedziałem, że nie mamy ślubu kościelnego, że dziecko nieochrzczone, bo ideologia mi na to nie pozwala. „Poza tym, wie pan – mówię do niego – jesteśmy biedni, nie mamy pieniędzy…”. „Ale o jakie pieniądze ci chodzi? Ja ci mogę dać ślub bez pieniędzy i chrzest bez pieniędzy”. „Jak to bez pieniędzy? Da się to tak zrobić?” – spytałem i umówiliśmy się, że kiedyś wpadnę do niego pogadać. Ale znowu przyszedł jakiś dół i nic z tego nie wyszło. Pomyślałem, że Pan Bóg to nie jest to, czego potrzebuję. Nie wiem, jak to się stało, Zacząłem chodzić do kościoła na Mszę św. Codziennie przez kilka miesięcy. Nie spowiadałem się, nie chodziłem do Komunii, tylko siedziałem i słuchałem. Chciałem się przekonać, co takiego Bóg zrobił dla Łukasza i Tomka, że z takich potworów jak ja stali się innymi ludźmi. Najpierw myślałem, że po prostu ześwirowali. Ale to było coś innego i ja też chciałem tego doświadczyć. Zacząłem mniej pić, mniej chodzić do knajpy. Ale jak przychodziły załamania, to uciekałem do baru. W końcu poszedłem do spowiedzi, ale tak naprawdę to ją olałem. Ksiądz to wyczuł, ale nie robił żadnych niepotrzebnych komentarzy. Kiedyś zbudziłem się przy Karinie i chciałem … wziąć sznur i się powiesić… Bałem się tej myśli, bo już kiedyś targnąłem się na życie. Pobiegłem do kościoła, chciałem to wszystko przemyśleć, ale kościół był zamknięty. Poszedłem do Łukasza, a on zaczął mi tłumaczyć: „Słuchaj, Bóg cię kocha. On nie chce, żebyś umarł”… Włączył mi muzykę i przemówienie papieża, chyba z Lednicy, ze słowami „Wypłyń na głębię”. Zacząłem płakać jak małe dziecko, a Łukasz przy mnie. Zacząłem dostrzegać sens życia, sens rodziny, wychowania dzieci i to, że muszę się zmienić, zacząć inaczej żyć. Znowu poszedłem do kościoła i czułem, że coś mnie stamtąd wypycha, mówi mi: „Idź stąd, idź stąd!”. Poszedłem do baru, potem do domu, zapaliłem świeczkę i płakałem, że nawet Bóg mnie nie chce. Łukasz powiedział, że szatan ma do nas większy dostęp, bo żyjemy bez sakramentów, bez ślubu. Odwiedziłem ks. Marka. On mnie już trochę znał i pomyślał, że przyszedłem pożyczyć pieniądze na wódkę. A ja mu powiedziałem, że chcę iść do spowiedzi, wziąć ślub i ochrzcić dziecko. Był w szoku… Poszedłem do spowiedzi z całego życia. Karina też. Wtedy coś pękło. Po spowiedzi zaczęliśmy się cieszyć, tulić, skakać. Poczuliśmy prawdziwą małżeńską jedność. „Jakbym pierwszy raz zobaczyła, że trawa jest zielona!” – tak o swoim przeżyciu opowiadała Karina. Od tego momentu wszystko zaczęło się układać. Wzięliśmy ślub kościelny, ochrzciliśmy dziecko. Znaleźli się ludzie, którzy zaczęli nam pomagać, przynosili jedzenie do domu. Dostałem pracę, nauczyliśmy się modlić. Paliłem przez 15 lat – teraz nie piję ani nie palę. Chodzimy na oazę rodzin i do sąsiedniej parafii na grupę modlitewną Ojca Pio. Wiesz, co zrobiła niedawno nasza dwuletnia córka? Przyszła i powiedziała: „Pan Jezus jest pozytywny!”. Darek źródło: Zawsze słyszałam, że Bóg jest moim Ojcem i wiedziałam, że jestem Jego dzieckiem. Ale nigdy tego nie czułam. To było jak formułka, którą wklepuje się przed klasówką, rozumiejąc ją nawet, ale nie doświadczając. Jestem dziewczyną, która zawsze starała się wtopić w tłum, być szarą, a najlepiej przezroczystą i niewidzialną. Wszystko dlatego, że uważałam się za gorszą niż inni i nie chciałam, żeby ta moja mała wartość wyszła na jaw. To powodowało, że zamykałam się w sobie, zamykałam się na ludzi. Poza tym byłam zawsze świadoma swojej grzeszności, miałam przed oczami ciężkie grzechy, których się dopuściłam. A najśmieszniejsze jest to, że uważałam przy tym, że jestem blisko Boga. Jeśli mnie ktoś zapytał, kim jest dla mnie Bóg, odpowiadałam, że kochającym Ojcem. A przecież tego nie czułam. W dodatku ja wcale nie wiedziałam, że tego nie czuję – po prostu nie znałam uczucia bycia córką Boga. Czułam wielki ciężar i myślałam, że tak ma być, że trzeba to zaakceptować. Żyłam więc w ciągłym przytłoczeniu i wakacji zdecydowałam się pojechać na oazowe rekolekcje wakacyjne. W jednym z pierwszych dni tych dwutygodniowych rekolekcji przyjmowaliśmy Jezusa, uznając Go za swojego jedynego Pana i Zbawiciela. Uważałam, że w moim przypadku to formalność. Przecież chodziłam do kościoła częściej niż w niedzielę, codziennie się modliłam. A jednak można tak żyć, nie znając Boga. Kiedy rzeczywiście to nastąpiło, kiedy całym sercem i umysłem powiedziałam Jezusowi: rządź mną, prowadź mnie, ogarnij mnie – jesteś moim najlepszym i jedynym Panem i Zbawicielem – łzy oczyszczenia zaczęły spływać mi po twarzy. Poczułam, jak bardzo On mnie kocha – tak bardzo, że nie mogłam w to uwierzyć. Zrobiło mi się wstyd, że Bóg kocha mnie taką słabą i brudną. Przypominały mi się wszystkie moje grzechy – te najgorsze, z których już się spowiadałam, ale chyba nie wybaczyłam ich sama sobie. I na te grzechy, na te wstrętne, grzeszne sytuacje, Jezus nałożył swoją miłość. Dał mi poczucie: „Kocham Cię taką. I wtedy, kiedy grzeszyłaś, też Cię kochałem. Zawsze Cię kocham”. To było wspaniałe, dało mi wolność, radość. Aż bałam się, że to kiedyś zniknie, że wrócę do swojego przytłoczenia i zamknięcia. I wtedy przypomniał mi się cytat z Pisma Świętego, przeznaczony na ten dzień rekolekcji: „Oto stoję u drzwi i kołaczę”… A więc to tak: kiedy ja odejdę, kiedy zamknę drzwi, On będzie kołatał, On mnie będzie szukał…Rzeczywiście. Niedługo po tym wydarzeniu w moim życiu zaszły trudne zmiany. Między innymi opuścił mnie mój tata. Tak bardzo mnie to dotknęło i skrzywdziło, że nie potrafiłam się modlić… Porzuciłam szczerą modlitwę na długi czas. Aż pewnego dnia pojechałam na kolejne rekolekcje oazowe – tym razem weekendowe. Odbywały się pod hasłem: „Miłość i miłosierdzie”. Podczas modlitwy przed Najświętszym Sakramentem ksiądz wezwał, żeby otworzyć drzwi swojego serca dla Jezusa. Nie potrafiłam tego zrobić. Czułam, że moje serce jest brudne od grzechu zaniedbania, że jest odrażające, że nie nadaje się dla Jezusa. Mimo wszystko jakaś siła uchyliła te drzwi. W głębi mojej duszy pojawił się obraz: przez bardzo wąski przesmyk uchylonych drzwi do mojego ciemnego serca wlało się światło. Wszystko wyszło na jaw: moja słabość, moje niedociągnięcia – wszystko, co chciałam ukryć przed Bogiem, przed ludźmi i przed samą sobą. I znów doznałam tego uczucia: „Kocham Cię taką, jaką jesteś. Jestem Twoim kochającym Ojcem, a Ty jesteś moją córką – piękną. Będę Cię oczyszczał, żebyś była jeszcze szczęśliwsza. Dla mnie zawsze byłaś i będziesz doskonała”. Bóg przyszedł do mnie ze swoją miłością ojcowską. Po raz pierwszy poczułam, co to znaczy być córką Boga. Okazało się, że wcześniej były to dla mnie puste słowa. Nie miałam pojęcia, jak cudownie jest tego doświadczać. I znów to samo: znów pojawił się strach, że to wspaniałe uczucie kiedyś przeminie, że wrócą szare, trudne dni. Tym razem odpowiedź na mój lęk przyszła w słowach księdza, głoszącego konferencję: „Pielęgnuj intymną więź z Bogiem”. Już wiedziałam – muszę się starać, muszę dbać o to, by być zawsze blisko Niego – nie ogólnie, nie w modlitwach wspólnotowych, ale także samodzielnie. Moja modlitwa znajoma jest tylko mi i Bogu, jest tylko nasza, intymna. On jest moim Ojcem, a ja jestem Jego córką. Przytula mnie i nie wypuszcza ze swoich ramion opublikowane na profilu DA na facebooku,Duszpasterstwo Akademickie św. Anny w Warszawie, 30 marca 2012) Ewangelia wg św. MarkaPODRÓŻ DO JEROZOLIMY Nierozerwalność małżeństwa1 101 Wybrał się stamtąd i przyszedł w granice Judei i Zajordania. Tłumy znowu ściągały do Niego i znowu je nauczał, jak miał zwyczaj. 2 Przystąpili do Niego faryzeusze i chcąc Go wystawić na próbę, pytali Go, czy wolno mężowi oddalić żonę. 3 Odpowiadając zapytał ich: «Co wam nakazał Mojżesz?» 4 Oni rzekli: «Mojżesz pozwolił napisać list rozwodowy i oddalić». 5 Wówczas Jezus rzekł do nich: «Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych napisał wam to przykazanie. 6 Lecz na początku stworzenia Bóg stworzył ich jako mężczyznę i kobietę: 7 dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę 8 i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem2. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. 9 Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela!» 10 W domu uczniowie raz jeszcze pytali Go o to. 11 Powiedział im: «Kto oddala żonę swoją, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej. 12 I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo». Jezus błogosławi dzieci3 13 Przynosili Mu również dzieci, żeby ich dotknął; lecz uczniowie szorstko zabraniali im tego. 14 A Jezus, widząc to, oburzył się i rzekł do nich: «Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże. 15 Zaprawdę, powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego». 16 I biorąc je w objęcia, kładł na nie ręce i błogosławił je. Bogaty młodzieniec4 17 Gdy wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, pytał Go: «Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?» 18 Jezus mu rzekł: «Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg5. 19 Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę»6. 20 On Mu rzekł: «Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości». 21 Wtedy Jezus spojrzał z miłością na niego i rzekł mu: «Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!» 22 Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości. Niebezpieczeństwo bogactw7 23 Wówczas Jezus spojrzał wokoło i rzekł do swoich uczniów: «Jak trudno jest bogatym wejść do królestwa Bożego». 24 Uczniowie zdumieli się na Jego słowa, lecz Jezus powtórnie rzekł im: «Dzieci, jakże trudno wejść do królestwa Bożego 8. 25 Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego». 26 A oni tym bardziej się dziwili i mówili między sobą: «Któż więc może się zbawić?» 27 Jezus spojrzał na nich i rzekł: «U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe». Nagroda za dobrowolne ubóstwo9 28 Wtedy Piotr zaczął mówić do Niego: «Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą». 29 Jezus odpowiedział: «Zaprawdę, powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci i pól 30 z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól, wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym. 31 Lecz wielu pierwszych będzie ostatnimi, a ostatnich pierwszymi». Trzecia zapowiedź męki i zmartwychwstania10 32 A kiedy byli w drodze, zdążając do Jerozolimy, Jezus wyprzedzał ich, tak że się dziwili; ci zaś, którzy szli za Nim, byli strwożeni. Wziął znowu Dwunastu i zaczął mówić im o tym, co miało Go spotkać: 33 «Oto idziemy do Jerozolimy. Tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą poganom. 34 I będą z Niego szydzić, oplują Go, ubiczują i zabiją, a po trzech dniach zmartwychwstanie». Synowie Zebedeusza11 35 Wtedy zbliżyli się do Niego synowie Zebedeusza, Jakub i Jan, i rzekli: «Nauczycielu, chcemy, żebyś nam uczynił to, o co Cię poprosimy». 36 On ich zapytał: «Co chcecie, żebym wam uczynił?» 37 Rzekli Mu: «Daj nam, żebyśmy w Twojej chwale siedzieli jeden po prawej, drugi po lewej Twojej stronie». 38 Jezus im odparł: «Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić, albo przyjąć chrzest, którym Ja mam być ochrzczony?» 39 Odpowiedzieli Mu: «Możemy». Lecz Jezus rzekł do nich: «Kielich, który Ja mam pić, pić będziecie; i chrzest, który Ja mam przyjąć, wy również przyjmiecie. 40 Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej lub lewej, ale [dostanie się ono] tym, dla których zostało przygotowane». Przełożeństwo służbą12 41 Gdy dziesięciu [pozostałych] to usłyszało, poczęli oburzać się na Jakuba i Jana. 42 A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł do nich: «Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je, a ich wielcy dają im odczuć swą władzę. 43 Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. 44 A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich. 45 Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu». Niewidomy pod Jerychem13 46 Tak przyszli do Jerycha. Gdy wraz z uczniami i sporym tłumem wychodził z Jerycha, niewidomy żebrak, Bartymeusz, syn Tymeusza, siedział przy drodze. 47 Ten słysząc, że to jest Jezus z Nazaretu, zaczął wołać: «Jezusie, Synu Dawida14, ulituj się nade mną!» 48 Wielu nastawało na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: «Synu Dawida, ulituj się nade mną!» 49 Jezus przystanął i rzekł: «Zawołajcie go!» I przywołali niewidomego, mówiąc mu: «Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię». 50 On zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się i przyszedł do Jezusa. 51 A Jezus przemówił do niego: «Co chcesz, abym ci uczynił?» Powiedział Mu niewidomy: «Rabbuni15, żebym przejrzał». 52 Jezus mu rzekł: «Idź, twoja wiara cię uzdrowiła». Natychmiast przejrzał i szedł za Nim drogą. O tym, że mężczyzna musi czasem upaść na kolana, by dotrzeć do Boga, opowiada nawrócony żołnierz i mistrz sztuk walki Paweł Zaremba z Kaczyński: Jak to się stało, że zawodowy żołnierz stał się wojownikiem Chrystusa?Paweł Zaremba: Ten zwykły żołnierz był przepełniony agresją i pychą. Miał bardzo duże ego i to doprowadziło go do upadku. Stałem się nawet w pewnym momencie bezdomny. I w takiej sytuacji przyszedł do mnie Bóg i dosłownie usłyszałem: „Chodź do Mnie, wyciągam ręce. Chodź za Mną!”. Wtedy poczułem, że to ostatni moment, by uratować swoje życie, ale także duszę. A miałem już ponad 50 że wcześniej, pełniąc zawodową służbę wojskową, odszedł pan daleko od Boga?Zgubiłem się bardzo. Polegało to na tym, że łamałem ciągle piąte przykazanie. Byłem na froncie w Jugosławii, gdzie naprawdę widziałem straszne okrucieństwo. Mimo to potrafiłem tłumaczyć sobie, że walczę dla kraju. To było jednak błędne. To była furtka, przez którą diabeł wszedł i tak łatwo nie zamierzał odpuścić. Potem mieszkałem w buddyjskim klasztorze i przesiąknąłem tamtą duchowością. Zacząłem ćwiczyć sztuki walki i znów mówiłem, że nie ma tu nic nie tak, bo przecież chodzę też do kościoła. Niestety, w taki sposób człowiek odchodzi od przykazań krok za krokiem – piąte, pierwsze, a potem kolejne. Następuje pewne pogubienie wartości. Niewierność Bogu i zastawianie się nieprawdziwymi argumentami to ścieżka Zaremba: Straciłem wszystkoWspomniał pan, że stał się bezdomnym – to był punkt zwrotny?Odnosiłem sukcesy w sporcie, który był moją pasją. Byłem mistrzem Polski, zdobyłem nawet jako pierwszy Polak mistrzostwo świata w walkach w Chinach. Założyłem też Akademię Sportu i Biznesu. Miałem pieniądze, ale zapomniałem o bliskich – żonie i dzieciach – co doprowadziło do rozwodu. Niestety, później moja menedżerka sprawiła, że straciłem wszystko i wylądowałem na ulicy. Czułem się słaby, że nic nie mogę, nie mam nikogo obok siebie, nie mam pieniędzy i nie mam domu. Że jestem zdany tylko na siebie. W tym momencie pojawił się Pan Bóg. Na „Strumieniach życia” u redemptorystów, czyli programie naprawczym dla ludzi, którzy są zagubieni albo bardzo grzeszący, Bóg powiedział do mnie, że czeka. Wyznałem Mu, że jestem karłowatym drzewem w Jego ogrodzie, a chcę być pięknym. Do krzyża, który tam wtedy stał, przybiłem 207 swoich grzechów – wszystko, co było przeciw Bogu i przygniotła pana taka wizja?Tak, bo były one bardzo konkretne, przeciw wielu przykazaniom. Potem przyszła jednak spowiedź generalna i po niej czułem się lżejszy o tonę. 19 marca 2016 r. wracając z niej, upadłem na płytę Rynku Głównego w Krakowie. Jakby coś podcięło mi nogi, czułem się tak, jakbym miał gorączkę. Zobaczyłem płonący krzyż i usłyszałem w środku: „Jesteś moim synem. Wstań, idź i mów”. To było posłanie, które wyjaśnił mi mój kierownik duchowy, o. Jan Konior SJ. Wytłumaczył, że Bóg spalił moje dawne przewinienia i wezwał do pan?Tak, zacząłem się zajmować bezdomnymi, których życie przecież znałem. U kapucynów na Loretańskiej w Krakowie poznałem o. Cisowskiego z Dzieła Pomocy św. Ojca Pio i spytałem, czy mogę zostać wolontariuszem. Zgodził się. Chodziłem na kwesty, rozmawiałem, aż trafiłem nawet do krakowskiego komitetu organizacyjnego pierwszego Światowego Dnia Ubogich. Działania dla bezdomnych, których doskonale rozumiałem, przyjęły konkretną formę – metamorfozy, pomoc medyczna, doradcza, dziś nawet mamy karetkę dla nich na Plantach. I choć na początku bezdomność była dla mnie tragedią, dzisiaj cieszę się z tego, że rozumiem i mogę godnie reprezentować i walczyć o osoby bez jeszcze posłał byłego żołnierza Pan Bóg?Tam, gdzie mógł się sprawdzić. Dano mi szansę głoszenia u Mężczyzn św. Józefa. I ogólnie dzięki temu mogę mówić do mężczyzn. Zwłaszcza tych, którzy mogą upaść. Chcę im pokazywać, jak ważna jest Eucharystia i by dobrze zrozumieli, kim są w oczach Boga i kim powinni być dla bliźnich. Założyłem także Fundację „ForceFit”, w której za pomocą sportu staramy się budować więzi między dziećmi i po tych wszystkich przejściach dla pana jest Pan Bóg?Wzorem ojcostwa, najlepszym przyjacielem. Kimś, kto mimo mojego zagubienia nie zostawił mnie. Ba, nawet uratował mnie nieraz z groźnych wypadków samochodowych lub górskich czy też z poważnej choroby. Mógłbym się nawet odważyć powiedzieć, że jest moim najlepszym na świecie kumplem i pokazał mi, że prawdziwego przyjaciela poznaje się rzeczywiście w uważa pan, że takie trudne doświadczenia są potrzebne w życiu?Myślę, że są ludzie, którym jest to niezbędne. Większość z nas odchodzi od Boga, ale On zawsze w pewnym momencie przyprowadza ich na kolanach do siebie. Nawet święci klękali nieraz w cierpieniu i dopiero wtedy rozumieli, czym jest miłość Boga. Naprawdę trzeba nieraz sięgnąć dna, by odkryć namacalnie Boga. Dziś ludzie zagubili się w kreowaniu własnej rzeczywistości, zwłaszcza mężczyźni, którzy czują się wszechmocni. I staram się im przypomnieć, że nawet wielcy rycerze, jak na przykład Zawisza Czarny, w całej swojej mocy uznawali na kolanach wielkość Boga. I dlatego każdy z nas musi czasem w swoim życiu uklęknąć przygnieciony trudami, by podnieść głowę i zobaczyć, od kogo tak naprawdę zależy jego także:„Najpierw ślubowałem ojczyźnie, później tobie”. Jak wygląda życie żony żołnierza? [wywiad]Czytaj także:„53 wojny”, czyli jak się przygotować na… śmierć męża Autor Wiadomość Re: Bóg przyszedł do mnie lokis napisał(a):La vie belle. Ja widze tu pieciu autorow. Czterech wyszukuje w Google; "wzruszajace historie", jeden rozbawiłes mnie tym szczerym wyznaniem Oczywiście pozdrawiam wasz niezwykły przeuroczy team!Post Krzysia rozpatruje w kategorii adwentowej - Prostujcie drogi Panu! Czego i Wam, moim ulubieńcom życzę z głębi się So gru 13, 2014 22:10 krzysztofsyn Dołączył(a): Cz gru 11, 2014 16:12Posty: 52 Re: Bóg przyszedł do mnie Czasami zastanawiałem się jaką drogą zechce mnie Pan prowadzić, cóż jeszcze planuje uczynić w moim życiu. Kim ja teraz powinienem być po nawróceniu? Niekiedy ogarniała mnie chęć bycia wielkim, może jak Mojżesz, Abraham lub Św. bo przecież Pan mnie chyba w jakimś celu chyba nie jedynym celem uratowania przed śmiercią, było poczęcie kolejnego myślałem, że niedługo zacznę uzdrawiać, może prowadzić całe narody do Chrystusa, może głosić proroctwa. Takie były moje „nie uczesane” myśli. Myśli nie konfrontowane na modlitwie z Bogiem. Jednak pewnego razu postanowiłem się zapytać Pana Jezusa– Kim chcesz abym był ?– Kim miałem, (mam) być w Twoim zamyśle (gdy mnie stwarzałeś)?Na odpowiedź nie musiałem długo czekać, choć jednocześnie czekałem wystarczająco długo, aby sobie pomyśleć: -Pewnie chciałeś , abym był kimś wielkim, niesamowitym, usłyszawszy ją z niedowierzaniem prosiłem o jej powtórzenie i utwierdzenie. A brzmiała ona:-sługąTak wiec z tą chwilą, choć było to trudne, porzuciłem myśli o byciu kimś nieprzeciętnie niesamowitym w oczach „świata”. Będę lub raczej jestem czasie (dzięki łasce) ucieszyłem się z tej wiadomości i zamysłu Bożego. Być sługą Boga, to coś właśnie wielkiego (choć małego dla świata). Przecież nie raz pragnąłem, aby po przejściu na tamten świat usłyszeć (...) Dobrze sługo wierny, byłeś wierny w niewielu rzeczach .. wejdź do radości i przypomniałem sobie pewne kazanie, które traktowało o tym, że cały świat został urządzony, aby służyć. Gleba, woda służy drzewom, drzewa patką i ludziom, ptaki i zwierzęta służą jako pokarm dla ludzi, ludzie służą ( lub powinni ) sobie nawzajem i Bogu. Bóg Jezus także służy ludziom- umycie nóg apostołom, stała obecność Jezusa w kościele Mistrz zniża się, aby myć nogi człowiekowi. On Bóg przyszedł na świat, aby służyć. Postawa służby jest też pierwszym owocem działania Ducha Świętego w nas. Choć kiedyś myślałem, że najważniejsze (podczas przyjścia Duch Świętego) to uczucie miłości i opieki Boga, bezproblemowa rozkosz, lecz jeśli pójdziemy dalej, dalej pozwolimy się prowadzić Duchowi powiemy: -Mów Panie sługa Twój słucha lub za Maryją„- Oto Ja służebnica Pańska”Moi drodzy, zachęcam wiec do konfrontowania swoich myśli przed Bogiem. Gdyż sami analizując swoje myśli i pragnienia narażamy się na błądzenie w naszych rozważaniach. A mój przykład niech będzie na to _________________Z całego serca Bogu zaufaj, nie polegaj na swoim rozsądku, myśl o Nim na każdej drodze, a On twe ścieżki wyrówna."Prz 3,5-6 Pt gru 19, 2014 11:32 krzysztofsyn Dołączył(a): Cz gru 11, 2014 16:12Posty: 52 Re: Bóg przyszedł do mnie Pomimo "nawrócenia", bardzo ciężko było mi uwierzyć, że pod postacią Najświętszego Sakramentu jest obecny-ukryty Pan Jezus. Moją siłą, wręcz było to niemożliwe. Wiem, księża powtarzali, że Jezus Tam jest i Katechizm o tym traktuje. W kościołach wierni padają na kolana z wdzięcznością, uwielbieniem, dziękczynieniem ja, klęczę nie czując za na Najświętszy Sakrament, modląc się nie odczuwałem takiej miłości jaką okazał mi Jezus podczas swojego przyjścia (ratowania mnie).Jednocześnie wiedziałem, że Pan powiedział mi, że znajdę Go w kościele i stąd szukałem Go także w Najświętszym Sakramencie. Lecz oprócz „błogostanu” „ spoczynku w Duchu” nigdy nie miałem w kościele odczucia Jego wielkiej miłości do na Mszy o uzdrowienia i uwolnienia, podczas Adoracji, kapłan powiedział, że aby ten kto nie wierzy, że pod postacią Najświętszego Sakramentu obecny jest Pan Jezus niech się pomodli słowami – wierzę Jezu, że możesz zaradzić memu niedowiarstwu. Wypowiedziałem w myślach tę krótka podczas przechodzenia z Najświętszym Sakramentem wśród wiernych zgromadzonych w Kościele, co chwila zatrzymywał się i zbliżał się do mnie (tego niedowiarka), zastanawiałem się jak powinienem się zachować, być smutnym jak inni, czy zamyślonym, może wesołym, że Jezus jest blisko, mimo, że mało w to kapłan błogosławił mnie Najświętszym Sakramentem postanowiłem, że będę uśmiechnięty i zadowolony. Będąc na kolanach, po chwili poczułem taką samą Miłość Jezusa do mnie, jaką odczułem kiedyś podczas Jego objawienia. Ta sama bezgraniczna, bezwarunkowa Miłość. Jedyną reakcją ciała i duszy na te Miłość znowu był płacz. Przy spotkaniu tak wielkiej Miłości chyba nie można inaczej zareagować, no... może ja nie potrafię. Płacz i wdzięczność za tę Miłość, za to że Jezus jest. Po prostu inaczej nie można. I w tym samym momencie przyszło, uczucie żalu, niecierpliwości, że się nie jest jeszcze z Jezusem na zawsze w niebie... na wieczność w Tej Miłości..Wiele osób chciałoby, aby Pan Jezus przyszedł do nich "osobowo" jak to uczynił w moim wcześniej opisanym świadectwie. Lecz chce wam zaświadczyć, że Jezusa osobowego, prawdziwego, kochanego, zmartwychwstałego, żywego, spotkamy także w Najświętszym Sakramencie. Jest to ta sama, Niepojęta, Bezwarunkowa, Wszechpotężna którzy nigdy nie doświadczyli Miłości Jezusa Osobowego, nie wierzą w Jego osobową obecność w Najświętszym Sakramencie, zachęcam do stanięcia w tej prawdzie przed sobą samym i do modlitwy - wierzę Jezu, że możesz zaradzić memu niedowiarstwupo przyznaniu się do tego faktu, żadna kara mnie nie spotkała,wręcz przeciwnie....nagroda ...realne przyjście Miłości, Żywego Boga, Jezusa. Moi drodzy musimy szukać Jezusa, a na pewno Jego znajdziemy. Sam nam o tym odczucia żywego Boga, nasza wiara będzie tylko szlachetnym systemem moralno- etycznym. Systemem w którym, będzie nam trudno wytrwać, a niekiedy może stać się to odczucie osobowego Boga, pewność Wielkiej Miłości Jezusa do Ciebie, do mnie, pewność, że Jezus chce mieć nas zawsze i na zawsze blisko... nadaje sens wszystkiemu. _________________Z całego serca Bogu zaufaj, nie polegaj na swoim rozsądku, myśl o Nim na każdej drodze, a On twe ścieżki wyrówna."Prz 3,5-6 Pt gru 19, 2014 11:33 andej Dołączył(a): Wt sty 07, 2014 13:31Posty: 2648 Re: Bóg przyszedł do mnie Dzięki Ci KRZYFOTOFSYNU za piękne świadectwo. Widać cały czas byłeś otwarty na Boga. Życzę CI wiele szczęścia z okazji Świąt Bożego Narodzenia i Opieki Boskiej w Nowym 2015 Roku. Pt gru 19, 2014 14:00 krzysztofsyn Dołączył(a): Cz gru 11, 2014 16:12Posty: 52 Re: Bóg przyszedł do mnie Z okazji Świąt. Życzę wszystkim i sobie, aby Chrystus narodził się w naszych sercach. Zamieszkał i został w nich godnie nie umarł, Jezus żyje. _________________Z całego serca Bogu zaufaj, nie polegaj na swoim rozsądku, myśl o Nim na każdej drodze, a On twe ścieżki wyrówna."Prz 3,5-6 Śr gru 24, 2014 10:38 krzysztofsyn Dołączył(a): Cz gru 11, 2014 16:12Posty: 52 Re: Bóg przyszedł do mnie Opowiadając swoje "rewelacje" o Bogu, czasami ludzie próbują prostować moje myślenie, że "odczucia to nie jest wiara". Myślę, że Pan pragnie, aby każdy z nas poczuł jego miłość, łaskę. Choć niektórzy mówią „Bóg to nie perfumy, aby Jego czuć”.Pewnie jestem taki „niewierny Tomasz”, choć On wcale nie był taki niewierny , bo mimo wszystko, jako pierwszy z Apostołów przyznał „Pan mój i Bóg mój”. I ta właśnie niewiara paradoksalnie przybliżyła go do "wyznania wiary ". Myślę (a raczej jestem przekonany), że Bóg chce robić w naszym życiu cuda i te małe i te większe. Chce być z nami stale, podobnie jak rodzic z małym to za ojciec, który zostawia dziecko, wyjeżdża w dalekie kraje? I mówi :-Nawet do ciebie nie zadzwonię, „prezentów” nie będę tobie przesyłać, nigdy ciebie nie przytulę i nie powiem, że ciebie kocham, ale ty masz mnie kochać, dzwonić do mnie rano i wieczorem no i obowiązkowo w niedzielę, a ja będę tylko słuchał twojego głosu w słuchawce i milczał...jak będziesz to wszytko robił... to kiedyś ho... ho... ho... za 20-30 lat będziemy razem i tobie to wynagrodzę i będzie super. -To wiesz młody, będzie tobie bardzo ciężko ale bądź dzielny,.. będzie kiedyś ekstra.. czekaj i pisz do mnie, a ode mnie na nic nie licz, niczego nie oczekuj i nie waż się o nic prosić...Z całym szacunkiem, to jest ojciec? A nasz Bóg jest przecież Najlepszym Ojcem na świecie _________________Z całego serca Bogu zaufaj, nie polegaj na swoim rozsądku, myśl o Nim na każdej drodze, a On twe ścieżki wyrówna."Prz 3,5-6 Wt cze 16, 2015 8:06 krzysztofsyn Dołączył(a): Cz gru 11, 2014 16:12Posty: 52 Re: Bóg przyszedł do mnie Czasami miałem wiele pytań, wątpliwości, niejasności odnośnie Osoby Boga, Jego sposobie działania w naszym życiu i życiu Nieba, Jego planach itd. Niekiedy (raczej prawie zawsze) po lekturze lub wysłuchaniu czytań z Pisma Świętego niewiele z Nich rozświetlić swój umysł (oprócz słuchania wyjaśnień księży, wykładni Pisma Świętego) odwiedzałem katolickie fora internetowe z nadzieją, że znajdę na nich wiele odpowiedzi na swoje wątpliwości. Posłucham mądrzejszych od tych forach bardzo często widoczne jest „roztrząsanie” zamiarów i planów Boga, analizowanie, a co smutne, udowadnianie racji i przekonywanie do „swoich jedynie słusznych prawd” innych dyskutantów. Pomyślałem, że przecież ja sam często też tak robię. Próbuję odgadnąć, zrozumieć plany Boga. Niekiedy przekonuje innych do swoich racji i jestem nieraz oburzony, że mój rozmówca ich nie przyjmuje i ośmiela się myśleć inaczej niż wiecie, Bóg zawsze przychodzi z pomocą. A tym razem posłużył się księdzem Pawlukiewiczem. W internecie natrafiłem na kazanie w którym ten ksiądz wypowiedział słowa, które można usłyszeć na każdej Mszy i jedzcie. Tak, na każdej Mszy Świętej Bóg nie mówi: analizujcie, próbujcie rozszyfrować, ogarniajcie rzeczywistości Boga rozumem, przekonujcie na siłę innych do swoich racji, wiele -Bierzcie i Mnie z pokorą i wiarą. Jedzcie Mnie z ufnością małego dziecka, a nie z rozumem wielkiego naukowca, teologa, Nie musicie wiele rozumieć. Byle byście z ufnością Mnie to co jest konieczne abyście wiedzieli, wam odsłonię. _________________Z całego serca Bogu zaufaj, nie polegaj na swoim rozsądku, myśl o Nim na każdej drodze, a On twe ścieżki wyrówna."Prz 3,5-6 Wt cze 16, 2015 8:07 Inny_punkt_widzenia Dołączył(a): N mar 25, 2007 18:09Posty: 3228 Re: Bóg przyszedł do mnie Krzysztofsyn Cytuj:Podobnie prostytutce Pan kazał nie grzeszyć. Idź i nie grzesz więcej. To nie była prośba, nauka, ale rozkaz, aby nie grzeszyła. I nie grzeszyła, bo Pan tak kazał, stało się jak Jezus powiedział. Prośmy Jezusa, aby kazał nam zawsze być przy Nim. Pogubiłeś się już trochę w tym świadectwie krzysztofiesynu , a i Izraelici nie błąkali się po pustyni 40 lat dlatego , że bali się walki , lecz dlatego , że grzeszyli . Podobnie też nie zgadzam się z tobą , by z zaufaniem do Boga skakać w przepaść , bo to wystawianie Pana Boga na próbę , szatan też nie może kusić ku dobremu , jak pisałeś , bo nie ostoi się długo jego królestwo , nie może wystąpić przeciw sobie . Być może słyszałeś kiedyś o tym w Piśmie Świętym ? Ale jeżeli , czytacie Pismo Święte na tych waszych spotkaniach ,, po łepkach , gdzie popadnie ,, to rzeczywiście , można później takie bzdury opowiadać . Do rzeczy : Nie chce mi się wierzyć w to twoje świadectwo , jak ty to nazywasz , to takie trochę naciągane , to tak jakbym słuchał jakiegoś młodego , ambitnego , pełnego energii , i werwy do życia księdza . Wydaje mi się , że na spotkaniach rekolekcyjnych , czy charyzmatycznych można posłuchać znacznie piękniejszych kazań i świadectw . Ale jedno jest ciekawe z tego co opowiadasz , to uczucie gorąca i ta rozmowa z Bogiem , która cię zmieniła , myślę , że temu należało by się bliżej przyjrzeć , czy mógłbyś mi to opisać bardziej szczegółowo , pisałeś , że byłeś wtedy piany , pamiętasz ? Przypomnij to sobie jeszcze raz , opisz mi to . I nie miej do mnie urazy , że ci nie wierzę . Pt cze 19, 2015 12:22 Robek Dołączył(a): So gru 20, 2014 19:04Posty: 6825 Re: Bóg przyszedł do mnie krzysztofsyn napisał(a):Teraz, mój bracie/siostro na najbliższej Mszy, nie denerwuj się, że jakaś Pani w kościele śpiewając fałszuje, dziękuj Bogu, że masz dobry słuch i słyszysz ten fałszywy ton. Nie narzekaj, że masz tyle pracy w domu, tyle do zmywania naczyń, tylko dziękuj Bogu, to znaczy, że Twoi bliscy są niedaleko. Nie narzekaj, że masz dużo do prasowania, tylko dziękuj, to znaczy, że masz dla kogo prasować. Nie narzekaj za rachunek za czynsz, tylko dziękuj, znaczy że masz gdzie mieszkać. Nie narzekaj że jesteś bezrobotny, dziękuj Bogu że nie musisz napisał(a):Kolejna łaska – to brak lęku przed śmiercią. Ja też nie boje sie śmierci, no i co z tego?krzysztofsyn napisał(a):Będąc w wieku około 5 lat, przyglądałem się rodzinom moich rówieśników z tak zwanych „normalnych” rodzin i zapragnąłem mieć właśnie taką kochającą się rodzinę. Babcia mówiła mi, że Bóg może spełniać nasze prośby, więc prosiłem go sercem dziecka, aby ojciec przestał pić, aby nie było kłótni w domu, aby tata był ze mną, abym był kochanym dzieckiem. Niestety, po paru moich modlitwach zobaczyłem, że nic się nie zmienia: ojciec jak pił, tak pije, bieda – jak była, tak i jest itd. Moja ciotka modliła sie, żeby jej mąż przestał pić, no i przestał, dostał wylewu i nie napisał(a):Jedzcie Mnie z pokorą i wiarą. Jedzcie Mnie z ufnością małego dziecka, a nie z rozumem wielkiego naukowca, teologa, Nie musicie wiele rozumieć. Byle byście z ufnością Mnie to co jest konieczne abyście wiedzieli, wam odsłonię. Wiara jest przyjacielem, rozum jest wrogiem. _________________Wymyśliłem swoje życie od początku do końca bo to, które dostałem mi się nie podobało. Pn cze 22, 2015 14:36 Mrs_Hadley Moderator Dołączył(a): So sty 03, 2015 12:30Posty: 1813 Re: Bóg przyszedł do mnie Robek napisał(a):krzysztofsyn napisał(a): Kolejna łaska – to brak lęku przed też nie boje sie śmierci, no i co z tego?Łatwo składać takie odważne deklaracje, gdy nie stoi się na skraju życia i śmierci. Bezpośrednie zetknięcie się ze śmiercią drugiego człowieka, czy nawet kogoś bliskiego zmienia perspektywę. Jest to jedno z najtrudniejszych doświadczeń człowieka, które destrukcyjnie wpływa na jego psychikę. Nieważne jakie jest jego przekonanie na temat życia pośmiertnego, śmierć budzi grozę. Strach przed śmiercią powoduje, że człowiek dba o swoje bezpieczeństwo i w sytuacji zagrożenia szuka wyjścia z opresji. To instynkt samozachowawczy. Każdy boi się śmierci. Umieranie nie jest przyjemne. Jednym z jego symptomów jest właśnie poczucie niepokoju, rozmowy o sprawach ostatecznych. Druga osoba to czuje, nawet jeśli chory nie chce się do tego przyznać. Zdradza go mowa ciała. Robek napisał(a):Moja ciotka modliła sie, żeby jej mąż przestał pić, no i przestał, dostał wylewu i nie modlitwie Ojcze Nasz są słowa "...bądź Wola Twoja...". Nasz pragnienia nieraz są inne niż Wola Boża. Często chcemy układać świat po swojemu, według naszych pragnień, zapominając lub marginalizując Plan Boży. To błąd wielu osób, które widzą tylko jedno właściwe rozwiązanie, a później doznają rozczarowania i są złe, że Bóg miał inny Plan. Robek napisał(a):Wiara jest przyjacielem, rozum jest i rozum (Fides et ratio) są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy. Sam Bóg zaszczepił w ludzkim sercu pragnienie poznania prawdy, którego ostatecznym celem jest poznanie Jego samego, aby człowiek — poznając Go i miłując — mógł dotrzeć także do pełnej prawdy o sobie Wiara bez rozumu prowadzi go do zguby. Jeżeli rozum jest wrogiem wiary, znaczy to tyle, że wiara jest słaba, krucha i chwiejna, budowana na samooszukiwaniu się. Człowiek zamiast szukać nieustannie Prawdy, podążając szlakami wytyczonymi przez Jezusa, zatrzymuje się sądząc, że nie musi już się rozwijać, bo poznał siebie, jest w posiadaniu Prawdy. Owa prawda to tak naprawdę Całun Śmierci. Póki tego nie pojmie, a nie pojmie tego dopóty rozum nie stanie się jego przyjacielem, będzie błądził. Straci kontakt z rzeczywistością, a skutki będą niezwykle bolesne, nie będzie rozumiał, dlaczego inni się od niego odsuwają. Odczyta to tak, aby pasowało do jego wizji Prawdy, a tych, którzy się z nim nie zgodzą, potraktuje jak wrogów. _________________Otóż nic nie znaczy ten, który sieje, ani ten, który podlewa, tylko Ten, który daje wzrost - Bóg. 1 Kor 3, 7 Pn cze 22, 2015 21:05 Robek Dołączył(a): So gru 20, 2014 19:04Posty: 6825 Re: Bóg przyszedł do mnie Mrs_Hadley napisał(a):Łatwo składać takie odważne deklaracje, gdy nie stoi się na skraju życia i śmierci. Bezpośrednie zetknięcie się ze śmiercią drugiego człowieka, czy nawet kogoś bliskiego zmienia perspektywę. Jest to jedno z najtrudniejszych doświadczeń człowieka, które destrukcyjnie wpływa na jego psychikę. Nieważne jakie jest jego przekonanie na temat życia pośmiertnego, śmierć budzi grozę. Strach przed śmiercią powoduje, że człowiek dba o swoje bezpieczeństwo i w sytuacji zagrożenia szuka wyjścia z opresji. To instynkt samozachowawczy. Każdy boi się śmierci. Umieranie nie jest przyjemne. Jednym z jego symptomów jest właśnie poczucie niepokoju, rozmowy o sprawach ostatecznych. Druga osoba to czuje, nawet jeśli chory nie chce się do tego przyznać. Zdradza go mowa ciała. Masz tu troche racji, takie nastawienie do życia jakie ja mam, nie wyszło mi zbytnio na zdrowie, już dwa razy byłem na krawędzi jazda rowerem w nocy bez żadnych świateł i odblasków nie jest najlepszym pomysłem, w szpitalu byłem podobno częściowo przytomny, jakieś drgawki miałem dobrze że lekarz zauważył że moge mieć krwiaka w głowie i mnie zawieźli na prześwietlenie i operacje, inaczej już by był koniec! też ostatnio w celu konserwacji, malowałem beczke od środka, przy takiej robocie to jeden maluje a drugi musi go pilnować, w końcu tymi oparami farby można sie zatruń na śmierć, zemdlałem w tej beczce, leżałem tam przez pół godziny, może nawet godzine, miałem w trakcie tego halucynacje, to było dużo lepsze od alkoholu czy tam czegokolwiek innego Życie to przekleństwo, od samego początku mi sie tu nie podobało, uwolnienie sie od tego wszystkiego mogło by być czymś bardzo ciekawym. _________________Wymyśliłem swoje życie od początku do końca bo to, które dostałem mi się nie podobało. Pn cze 22, 2015 22:17 Mrs_Hadley Moderator Dołączył(a): So sty 03, 2015 12:30Posty: 1813 Re: Bóg przyszedł do mnie Robek napisał(a):Życie to przekleństwo, od samego początku mi sie tu nie podobało, uwolnienie sie od tego wszystkiego mogło by być czymś bardzo warto udać się po profesjonalną pomoc?Na pewne rzeczy nie mamy wpływu, one po prostu mają miejsce w naszym życiu i musimy się z nimi zmierzyć. Pragnienie śmierci jest ucieczką od problemów, ucieczką od myślenia jak rozwiązać problem, czasem również ucieczką od rozwiązań, które są dla nas trudne i nie chcemy z różnych względów ich wdrażać. Zmiany bowiem zawsze są trudne. Jesteśmy przyzwyczajeni do status quo. Jaki jest sens w uciekaniu od problemów? Trud, znój, pot, cierpienie, krew i łzy to coś co jest powszechne, dotyka każdego człowieka. To nieodłączny element człowieczeństwa. Jaki w tym sens? Wierzący pielgrzymuje po świecie zmierzając w jednym kierunku. Nie wszystko rozumie, nieraz gniewa się na Boga, że jego droga pełna jest cierni, ma chwile zwątpienia. Jednak idzie przed siebie, krocząc Bożymi drogami, ufając że Bóg w jego ziemskiej wędrówce zapewni mu to, czego potrzebuje. A dokąd Ty zmierzasz? _________________Otóż nic nie znaczy ten, który sieje, ani ten, który podlewa, tylko Ten, który daje wzrost - Bóg. 1 Kor 3, 7 Wt cze 23, 2015 15:10 krzysztofsyn Dołączył(a): Cz gru 11, 2014 16:12Posty: 52 Re: Bóg przyszedł do mnie Inny_punkt_widzenia. Nie mam urazy, że mi nie wierzysz. Jedni wierzą, drudzy nie i tylko Pan wie dlaczego (ja nie wierzyłem kilkadziesiąt lat) Choć smutek nieraz przychodzi, że ludzie nie wierzą, że Jezus jest, jest cały czas obecny, żyje i nas kocha. Skoro mi nie wierzysz (dzięki za szczerość), odbieram to tak, albo uznajesz mnie za „pomylonego” albo za kłamcę (który chciał zaistnieć w internecie publikując „świadectwo”). Jeśli za umysłowo chorego, a jesteś człowiekiem wierzącym, oczekiwałbym modlitwy za mnie o wytrwałość, siłę, łaskę.. Natomiast jeśli za kłamcę ..no z takim to się w ogóle nie dyskutuje (i dopytuje o szczegóły), chyba że tylko po to, aby udowodnić i wykazać przed innymi czytającymi, jego nikczemne kłamstwo i ewentualnie ostrzec kolejnych nie sądzisz, że pisząc moje wymyślone świadectwo, mając chęć aby inni mi uwierzyli, ale wspominając w nim, że byłem pijany, to strzał w moją stopę, gol do własnej bramki, coś co może zdyskwalifikować „na starcie”. Lecz zauważ, mimo to, mając tego świadomość, nie pominąłem tego faktu, tylko ze względu na to, aby ono było prawdzie przedstawione, było dokumentem, a nie miłą i ciekawą historią /bez „słabych” punktów/ . Zastanów że opowiadam bzdury..że co wy tam czytacie po łebkach. Szybki jesteś w osądzaniu. Ja czasem też, ale walczę z tym. Tak, uważam że Jezu Ufam Tobie, właśnie to znaczy. Ufam Tobie, nie sobie. Twój plan na moje życie jest ważniejszy niż mój i świadomie godzę się go wypełnić, jaki by nie był. Tak, to szaleństwo (dla świata) uwierzyć w Boży plan, a nie swój. Uwierzyć Bogu, nie sobie. Piszesz, że całkowite zaufanie Bogu to wystawianie Jego na próbę. No cóż. Nie zgodzę się z tym. Z całego serca zaufaj Bogu nie polegaj na swoim rozsądku... (Kp Wierzyc, to znaczy zawierzyć, służyć. A nie tylko wierzyć czyli uznać za prawdę, że taki byt jak Bóg istnieje (bo tak to i szatan wierzy, a nawet wie).Tak, masz rację można posłuchać znacznie piękniejszych kazań i świadectw. Chwała o szczegóły. Nigdzie nie pisałem, że było mi gorąco, co najwyżej dziwiłem się że powinno mi być, a nie jest. Z chęcią Tobie napiszę szczegóły (jak będę potrafił), ale o co konkretnie chcesz wiedzieć ? _________________Z całego serca Bogu zaufaj, nie polegaj na swoim rozsądku, myśl o Nim na każdej drodze, a On twe ścieżki wyrówna."Prz 3,5-6 Śr cze 24, 2015 11:17 krzysztofsyn Dołączył(a): Cz gru 11, 2014 16:12Posty: 52 Re: Bóg przyszedł do mnie Pisząc, że zły kusi do dobrego miałem na myśli, że pokusy (zło) przedstawia jako dobro. I tym często nas może zwieść. Aby się przed tym uchronić, przed przystąpieniem do jakichkolwiek działań powinniśmy pytać się Ducha Świętego, czy to co zamierzamy zrobić jest dobre i oczekiwane przez Niego. _________________Z całego serca Bogu zaufaj, nie polegaj na swoim rozsądku, myśl o Nim na każdej drodze, a On twe ścieżki wyrówna."Prz 3,5-6 Śr cze 24, 2015 11:33 Robek Dołączył(a): So gru 20, 2014 19:04Posty: 6825 Re: Bóg przyszedł do mnie Mrs_Hadley napisał(a):Może warto udać się po profesjonalną pomoc? Mam iść do psychologa który wmówi mi że życie jest wspaniałe? Mrs_Hadley napisał(a):A dokąd Ty zmierzasz?Do śmierci. krzysztofsyn napisał(a):Inny_punkt_widzenia. Nie mam urazy, że mi nie wierzysz. Jedni wierzą, drudzy nie i tylko Pan wie dlaczego (ja nie wierzyłem kilkadziesiąt lat) Choć smutek nieraz przychodzi, że ludzie nie wierzą, że Jezus jest, jest cały czas obecny, żyje i nas kocha. Ja ci wieże, serio Jak byś kiedy rozmawiał z Bogiem, to spytaj sie, jakie ja mam perspektywy, chodzi mi o życie rodzinne i zawodowe, jak wygląda u mnie kwestia zbawienia, czy też potępienia? _________________Wymyśliłem swoje życie od początku do końca bo to, które dostałem mi się nie podobało. Śr cze 24, 2015 15:17 Wyświetl posty nie starsze niż: Sortuj wg Nie możesz rozpoczynać nowych wątkówNie możesz odpowiadać w wątkachNie możesz edytować swoich postówNie możesz usuwać swoich postówNie możesz dodawać załączników

jak bóg przyszedł do mnie